Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

środa, 30 października 2013

Zły dotyk

Spokojne ulice i prawie zerowa przestępczość powodują, że niektórzy singapurczycy zachowują się  beztrosko. Porozkładane portfele, otwarte torebki i otwarte drzwi do mieszkań to tutejszy standard.  Nikogo poza nami nie dziwią dzieciaki podróżujące samotnie przed świtem lub po zmroku. Bezpieczeństwo rozleniwia, ale nie usypia czujności obywateli. 
Przekonał się o tym 53 letni Lim Wai Sin, który w prawie pustym autobusie usiadł obok 12 letniej uczennicy. Jego nietypowe zachowanie i fakt, że dziewczynka dziwnie się wierciła natychmiast ściągnął uwagę współpasażerów.
  • Czy wszystko jest w porządku? - zapytał siedzący trochę dalej Mohd Nordin Abdul Muthalif,
  • Ten pan mnie molestuje - powiedziała dziewczynka i uruchomiła wielką biurokratyczną maszynę
W wyniku działań policji "autobusowy obmacywacz" przyznał się do winy i został skazany na 10 miesięczne wczasy w singapurskim zakładzie penitencjarnym, a dziewczynka może zapomnieć o całym zdarzeniu.
Rozgłos, który towarzyszy tej sprawie  przypomina singapurskim rodzicom, że lekcje o złym dotyku  i umiejętność radzenia sobie w sytuacji nietypowej są równie ważne jak nauka matematyki.

13 komentarze:

Ale jak singapurski rodzic bije swoje dziecko, to jest ok...

Nie wypowiadam się na temat metody wychowawczych singapurskich rodziców i daleka jestem od generalizacji, ale wierzę, że rodzic związany emocjonalnie z dzieckiem jest mniej niebezpieczny niż dziad obmacujący dziewczynki w autobusie.

ech tylko,czy aby na pewno łatwiej nauczycielom w Polsce nie pójdzie lekcja z matematyki.......... tak mnie jakoś wzięło...

Mnie pozytywnie zaskoczyła, że ta dziewczynka bez krępacji powiedziała, że ją molestuje. U nas dziecko nic by nie powiedziało, a przede wszystkim nie wiedziałoby jak to nazwać.

Na pierwszą klasę i przedszkole w singapurskim systemie się nie załapaliśmy, ale szeroko pojęte wychowanie seksualne nasz dzieciak ma już od drugiej klasy. Spora cześć tych zajęć jest o złym dotyku i nauce mówienie " nie " nawet dorosłym. To duża sztuka, bo dzieci tu są raczej nieśmiałe i spokojne. Bo kultura tu taka a nie inna. Nie jest łatwo prowadzić zajęcia z edukacji seksualnej w wielokulturowym społeczeństwie, ale Singapurczycy się starają.
Generalnie dużą wagę przywiązuje się do poszanowania ciała ( post o przyzwoitkach na basenie) .... Niestety ta zasada nie działa na niemowlaki szczególnie bladolice i słodziutko pulchne ich mamy często się skarżą, że ludzie chcąc chociaż pogłaskać bladą twarzyczkę.

Bardzo dobrze, że mimo kultury skromności/posłuszeństwa dzieci wiedzą, jak zareagować.

Zgadzam się, że w PL dziecko nie miałoby odwagi tego głośno powiedzieć ale dlatego, że u nas dzieci nie uczy się mówienia "nie" dorosłym- musisz się słuchać starszych, musisz być grzeczny, starszy ma zawsze rację itd- to nadal słychać. No i skromność- szczególnie dziewczynki są na to uczulane, a potem biorą winę na siebie- popularne myślenie:" ubrała mini i dziwi się, że ją zgwałcono"

TopDycha nigdy nie uważałam Singapuru za normalny kraj, ale w tym przypadku zdecydowanie wolę "singapurską nadwrażliwość" niż traktowanie autobusowego macacza jak niegroźnego dziwaka. ( bo przecież gwałtu nie było)

Pamiętam jedną rozmowę z taksówkarzem w S. Na moje uwagi o tym, że S jest dziwny odpowiedział: - Wszyscy expaci z "western world" tak mówią, ale w takim razie dlaczego tak dużo Was tu przyjeżdża? Narzekacie na kontrolę , ale czy ty w swoim kraju nie martwisz się o bezpieczeństwo swojego dziecka?- Z rozrzewnieniem wspominam jak mój 8-latek zasuwał 20 min na piechotę SAM z singapurskiej szkoły do domu... Pozdrawiam Wojtek

polskie dziecko by tego nie powiedziało, bo u nas temat seksu jest tabu, a niektórzy robią wszystko, aby tak zostało

To czy polskie dziecko by powiedział czy nie zależny pewnie od dziecka, ale nie wiem jak by się w takiej sytuacji zachował typowy polskie dorosły. Czy uwierzyłby obcemu dziecku czy nieznanemu dorosłemu?

Szczerze? Ja bym pewnie nie zareagowała, bo bałabym się, że dostanę w łeb albo mnie zboczeniec wyrzuci z autobusu. A nawet jeśli nie, to i tak w pobliżu nie byłoby policji. A nawet gdyby była, to i tak g... by mu zrobili. Taka jest nasza rzeczywistość. Maud

Prześlij komentarz