Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

piątek, 4 października 2013

Plaża Bondi

Gdy pewnego zimnego poranka Żywiciel stwierdził, że czas odwiedzić legendarną plażę Bondi Kura nie była zbyt szczęśliwa. Plaża od zawsze kojarzyła jej się z nudą, więc próbowała zwieść męża na manowce i wymyślała różne atrakcje. Zaciągnęła go do parku i na zakupy licząc, że po męczarniach ochota na plażowanie z niego wyparuje. Nie przewidziała jednak, że w gdy temperatura spada odporność męska rośnie i w kilka godzin nie da się zmęczyć prawdziwego twardziela. Kura chcąc uniknąć plażowania próbowała dogadać się z dzieciakiem i przegłosować pomysł Żywiciela, ale szybko zorientowała się, że dzieciak już zawarł koalicję.

  • Pijawka na własnej piersi wyhodowana - pomyślała wsiadając do autobusu
Jej złość i niechęć do plaży rosła z każdą minutą. Pewnie zaczęłaby kopać i gryźć gdyby nie dojechała do celu i  nie zobaczyła Bondi w całej okazałości.












Szeroka piaszczysta plaża z krystalicznie czystą wodą i falami rozbijającymi się o brzeg nie bez powodu uznawana jest za najładniejszą plażę Sydney. Wielu gimnazjalistów odwiedza ją zaraz po szkole. Przyjeżdżają autobusem jeszcze w szkolnych mundurkach, a potem zakładają kombinezony przypominają muzułmańskie stroje kąpielowe i skaczą po falach aż do wieczora.








Kurza familia w całej okazałości




Kurza familia nie poskakała na falach, ale urządziła sobie piknik, zamoczyła nogi w lodowato zimnej wodzie i zgodnie stwierdziła, że Bondi to plaża szczególna. Mimo sporej ilości ludzi i długiego spaceru brzegiem morza nie udało im się namierzyć ani jednego porzuconego papierka czy zapominanego ogryzka. Było za to Wi-Fi  i to zupełnie za darmo.

13 komentarze:

Nie wierzę! Przemyciliście pierogi do Australii? Kanapowa A.

Ha, ha ... kanapowa A ty wiesz najlepiej, że z Australii to można krowę w plasterkach wywieźć, ale zawieźć nie można nawet drobnych słodyczy. Pierożki są jak najbardziej australijskie, a właściwie chińsko-australijskie, bo od Chińczyka.

O jak cudownie :) ostatnio wyczytalam ze najbielszy piasek wcale nie znajduje sie na karaibach a wlasnie w Australii, co prawda nie pamietam nazwy, ale wiem ze nie dajej jak 200 km od Sydney...jakas wapienna plaza to jest :)

Piękne zdjęcia. Miło wrócić do czytania Waszego bloga po dłuższej przerwie.

Pieknie! Ale dalam sie nabrac, ze sie pokazecie :)))

Kasia pokazaliśmy się jako cienie ;).

Dominik my też witamy po przerwie. Niewiele ostatnio pisaliśmy, ale ma to też swoje dobre strony. Nazbierało się dużo ciekawych rzeczy,które są warte opisania. :)

Rewelacyjny post, znakomite oko fotografa! Opisy jak zawsze celne i przenoszące czytelnika do opisywanej rzeczywistości!

Haha, wiedziałam że z tym zdjęciem to będzie jakaś ściema ;)

zdjęcie Kurzej familii jest cool! dobrze jest Was w końcu zobaczyć :)

No!!! W końcu się ujawniliście ... hmm! chyba jednak zacieniliście! ;)

ewe

Więcej Jednoliterowej!! Jestem jej utajoną fanką !

ależ ciacho wychodzi z wody na jednym ze zdjęć, no no...

Prześlij komentarz