Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

środa, 23 października 2013

Zwyczajny i niezwykły

Dziesięć lat temu gdzieś na północ od Hanoi urodził się chłopczyk tak mały, że mieścił się w złożonych dłoniach. Tuż po urodzeniu z trudem łapał oddech i nawet nie płakał. Jego mama jak większość wietnamskich kobiet pracowała ciężko nawet w ciąży i urodziła swojego trzeciego synka osiem tygodni przed terminem. Mimo trudnego porodu szybko wróciła do pracy na targu, a jej najmłodsze dziecko zostało w domu z dziadkiem. Starszy pan nie miał pojęcia o niemowlakach, a tym bardziej o wcześniakach, ale widząc, że ciałko malca szybko się wychładza, uszył mu czapkę i często chował pod własną koszulę. Przytulał, całował, karmił, przewijał, czuwał przy jego łóżku, masował chude ręce i nogi, a potem porzucił ukochany Wietnam i wraz z rodziną  przeniósł się do Singapuru.

Uważnie obserwował dziecko i zapisywał spostrzeżenia. Przez długie miesiące nosił wnuczka we własnoręcznie uszytej torbie, bo zauważył, że to go uspokaja. Potem produkował biało-czarne misie, zielono-czerwone kostki i zabawki jakich kupić nie mógł. Zabierał chłopca na basen, plac zabaw i odmawiał sobie jedzenia, by kupić mu książki.

Gdy przyszedł czas zamienił torbę do noszenia dziecka na wysłużony rower, a wyprawy do parku na szkołę. W ramach wolontariatu układał książki w bibliotece, pomagał dzieciakom z chińskiego, rysował piękne smoki i był zawsze na miejscu, wtedy gdy wnuczek go potrzebował. Nigdy się nie narzucał i powoli wycofywał się z życia chłopca.

Nie wiedział jednak, że gdy jego ulubieniec będzie jechał na dwudniową, szkolną wycieczkę on poczuje jak serce wyskakuje mu z piersi.
  • Każdej nocy sprawdzam jak oddycha, ale dziś tego nie zrobię - powiedział zrezygnowały ze łzami w oczach
Skromny Wietnamczyk, dziadek Marudy niby zwyczajny, a jednak niezwykły.

17 komentarze:

Moge tylko sie pod tym podpisac, piekna historia

Uwielbiam te historie i to jak je opisujesz...

Maruda to szczęściarz. Wiele dzieci z lepiej sytuowanych rodzin nie zaznalo w życiu choćby ułamka tego ciepła i miłości, którą ofiarował mu dziadek. Mama wcześniaków :-).

Och, Kuro, alez mi oczy spocilas! Sama wiesz, jak temat wcześniactwa na mnie działa...
Pozdrawiam,
M.

Ech... piękna opowieść o Dziadku już kiedyś była, ale piszesz pięknie :-)

dziadkowie są niezwykli, dlatego instytucja dziadków i babć jest najdroższa na świecie dla ich wnuków
j

O matko, łzy mi napłynęły do oczu... Znasz tego dziadka osobiście, Kuro? Czy mogłabyś mu szepnąć coś miłego? Nie wiem czemu, ale pomyślałam o moim ojcu, który nie doczekał urodzin wnuczki i rozmazałam się
Beata ze wsi

Tacy ludzie podtrzymują świat :)

Tym razem odpowiem hurtowo.

Znam dziadka Marudy prawie od samego początku singapurskiego życia. Wiele razy z nim rozmawiałam na różne tematy, częstowałam bułkami które on uwielbia a czasem robiłam za tłumacza, bo dziadek Marudy po angielsku nie mówi. Patrzę na niego od ponad 2 lat z podziwem i zazdrością, bo ani mi, ani mojemu dziecku nie było dane mieć dziadków blisko siebie. Zazdroszczę mu zdrowia ( w listopadzie będzie miał 90 lat) i pomysłowości ( czapka dla noworodka, torbo do noszenia dzieciaka, wożenie Marudy w koszyku rowerowym a potem na drugim siodełku na ramie roweru) i czerpania radości z prostych rzeczy, które ja traktuję jak oczywiste i często nie doceniam.

Anonimowy z 02.43 o dziadku Marudy było już kilka razy, a do mnie dotarło, że czas mu dać własny tag ( jak Jednoliterowej) .

Alez mi sie oczy spocily <3
Ewa mama Sloneczka

cudowny! Uściski dla dziadka od nas wszystkich!

Prawdziwa, naturalna miłość - banał, a jednak nie często spotykany.
pozdrawiam!

Prześlij komentarz