Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

sobota, 28 września 2013

Jak kurza familia trafiła do parlamentu?

  • Stolicą Australii to jest Melbourne czy Sydney? - zastanawiał się Przychówek przed wyjazdem na wakacje
  • Canberra - odpowiedziała Kura i zobaczyła zdziwienie na twarzy
Przychówek nie jest wyjątkowy większość ludzi kojarzy Australię z operą w Sydney i nie zastanawia się gdzie owo państwo ma stolicę.  Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że stolicą dużej Australii jest mała mieścina o nazwie Canberra.

Canberra swoją funkcję zawdzięcza konfliktowi między Melbourne i Sydney. Na początku XX wieku  każde z tych miast aspirowało do miana stolicy, więc nieoczekiwanie dla wszystkich ustalono, że stolicą zostanie nieznana mieścina gdzieś między Sydney, a Melbourne. Padło na Canberrę, która czasem uznawana jest za najbardziej nudne miasto Australii.

Wyjątkowo nudna, kurza familia musiała je odwiedzić i naocznie stwierdzić, czy obieżyświaty różnej maści mają rację. Niestety tuż po wjeździe do miasta Kura, Żywiciel i Przychówek boleśnie się rozczarowali. Spodziewali się bezkresnych pół i kangurów skaczących wzdłuż autostrady, a zobaczyli  miasto. Co prawda bez tysiącletniej historii, ale nie pozbawione miejsc wartych odwiedzenia.









Wejście do Austalian War Memorial, było niezwykłym doświadczeniem dla wszystkich. Mimo wizyt w wielu muzeach i ciągłego objaśniania historii  trudno było wytłumaczyć Przychówkowi, że każde nazwisko zapisane na metalowej tablicy to życie, które skończyło się za szybko.
Nasze zainteresowanie wzbudził  tłum gimnazjalistów odwiedzających Austalian War Memorial w szkolnych mundurach, więc przewodnik wytłumaczyła, iż rząd australijski płaci za wycieczkę do stolicy, ale trzeba odwiedzić Austalian War Memorial i parlament. Kiwaliśmy głowami ze zrozumiem i tak jak setki australijskich dzieciaków pojechaliśmy z wizytą do australijskiego parlamentu.




Zasiedliśmy potem w sejmowych i senackich ławach i słuchaliśmy o australijskim systemie politycznym ciągle się dziwiąc, że do polskiego parlament nie udało nam się wejść nawet na chwilę, a w australijskim nawet poselską toaletę odwiedziliśmy.

3 komentarze:

Pewnie wizyta w poselskiej toalecie była najciekawszym punktem zwiedzania:)

pozdrawiam

Ta parlamentarna sala obrad wygląda trochę maławo w porównaniu do wielkiej sali naszego sejmu... Doczytałam, że mieści 226 parlamentarzystów (wow! to chyba magiczna sala posiadająca taki sam sekret zakrzywiania czasoprzestrzeni, jak przedziały w pociągach...) - i jeszcze miejsce dla Kurzej familii i innych wizytatorów się znalazło!
Sam gmach - ogromny, a szczególnie spodobało mi się zdjęcie z blaszanymi kangurem i emu dzielnie dzierżącymi godło Australii....

A co do różnic z polskimi realiami - wy się dziwiliście, że was nawet do toalety wpuścili, ja przeżyłam lekki szok kulturowy, gdy w moim Kaohsiung otwierano nową świątynię/centrum buddyjskie, a owo wydarzenie uświetnił między innymi premier i inni dygnitarze (a ponadto milionowy tłum rozentuzjazmowanych Tajwańczyków i buddystów z całego świata, plus turyści). Nic nie było odgrodzone, żadnych kordonów policyjnych, żadnych "agentów śmithów" w ciemnych okularach i kablami w uszach, żadnych snajperów na dachach - i żadnego rzucania jajkami...
Pozdrawiam

W parlamencie dwóch panów ochroniarzy i bramka przy wejściu rozwiązały problem "niechcianych prezentów". I masz rację to kwestia podejścia. Wszyscy jesteśmy niewolnikami kultury w której wzrastaliśmy. ;)
Hinduski są nadwrażliwe na puncie córek i niezwykle rzadko wypuszczają je z domu bez obstawy, singapurczycy zaś są mocno niefrasobliwi. Gdy kilka tygodni temu na sobotnią zabawę Kredka przyszła w towarzystwie pana z ochrony, bo tatusiowi nie chciało się wjeżdżać na teren osiedla byłam mocno zdziwiona. Żadna znana mi europejska matka nie puściłaby dziecka , hinduska też nie. ;)

Prześlij komentarz