Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

niedziela, 19 stycznia 2014

Brat rambutana

  • Co to jest? - zapytała Kura widząc owoc podobny do kolczastych piłeczek 
  • Pyyyy - powiedziała sprzedawczyni 
  • Pyyyy? - dopytywała Kura 
  • Pyyyy brat rambutana - rzuciła sprzedawczyni ze stoiska obok
  • Cokolwiek to jest kupujemy do spróbowania - oznajmił Żywiciel 
Rambutan to ten mniejszy kudłaty (na górze), pulasan to ten bardziej szyszkowaty (na dole)

Chwilę później dzierżył w dłoni reklamówkę w której spoczywało kilka  pyyyy oraz kiść rambutana. Chińskie sprzedawczynie rozpłynęły się z zachwytu, a Kura poczuła lekkie uczucie zazdrości. O nią żaden sprzedawca nigdy tak nie zabiegał.
W domu udało się ustalić, że tajemnicze pyyyy to pulasan owoc blisko spokrewniany z rambutanem, ale mało znany w Europie. Jego nazwa pochodzi od słowa: "pulas" które po malajsku znaczy skręt. Podobno w Azji nawet małe dzieci wiedzą, że pulasana otwiera się  poprzez skręcenie  go w dłoniach.

Kura nie wychowała się Azji, więc owoc pulasan otwierała przy pomocy noża. Delikatnie odcięła skórkę przypominającą łupinę kasztana i z wielką radością pożarła galaretkową kulkę. Z tej zachłanności zapomniała wypluć pestkę i omal nie połamała sobie zębów.
  • Trzeba było mnie ostrzec - powiedziała do dzieciaka 
  • A to moja wina, że jesteś taka żarłoczna? Ja i tak wolę jabłka - dziwił się Przychówek 
W trosce o swoje uzębienie Kura nie będzie jadła zbyt dużo pulasanów i zadowoli się liczi, rambutanem i longanem w końcu to jedna rodzina. Dla niej wszystkie te owoce smakują tak samo. Różnice w poziomie słodyczy wyczuło tylko delikatne podniebienie Żywiciela.

5 komentarze:

Tak mi się właśnie wydawało że to jakaś odmiana liczi... Pychotka. Dzięki za nowy wpis i pisz częściej. Bardzo lubię Singapur - byłam, widziałam. Teraz wybieram się do Hongkongu. Zobaczymy czy też mnie tak oczaruje !
Pozdrawiam serdecznie .
Marta

jadłam w Szkocji (sic!) :-) bardzo lubię.

kurcze to jest owoc :O
w życiu bym nie pomyślał :)

Niedawno będąc w Tajlandii jadłam rambutany, longostany, nawet śmierdziuszka duriana :))) Pozdrawiam

http://agawkrainieczarow.blogspot.com/

Prześlij komentarz