Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

Jumbo kraby

Zaprzyjaźniony z nami smakosz od długiego czasu polecał nam restaurację gdzie serwują najlepszego kraba w mieście. Od czasu gdy jedliśmy kraba, minęło już ponad pół roku więc postanowiliśmy dać skorupiakowi jeszcze jedną szansę.

Thaipusam

Kolejne święto za nami tym razem bez dnia wolnego, ale za to wyjątkowo widowiskowe. Podczas pełni księżyca w styczniu lub lutym (według tamilskiego kalendarza w miesiącu thai) świętuje się narodziny boga wojny Murugana, młodszego z synów Śiwy i Parwati.

Po hiszpańsku

Korporacja wyciska z Żywiciela wszystkie soki. Codziennie pan mąż wychodzi do pracy chwilę po ósmej rano, a wraca tuż przed dziewiątą wieczorem. Oj, zatęskniliśmy za Europą i jej godzinami pracy. Za europejskim jedzeniem też zatęskniliśmy.

Więcej ludzi niż kwiatów

Namówiona przez uliczne billboard-y Kura bardzo chciała zobaczyć coroczną wystawę kwiatów na wyspie Sentosa. Na kwiatową wyprawę namówiła panią I, ale jej synek się rozchorował i pani I musiała zrezygnować z podziwiania kwiatów.

Chiński Nowy Rok - przygotowania

Zaczęliśmy 4 dniowy weekend. W poniedziałek i we wtorek ulice się wyludnią i zamkną się wszystkie sklepy, food court-y i centra handlowe prowadzone przez Chińczyków. Cześć sklepów i punktów gastronomicznych będzie zamknięta również w niedzielę, a Chińczycy zostaną w swoich domach lub odwiedzą swoje rodziny.

Chleb dla Janka

Pracowy kolega Żywiciela powiedział wtedy, że w latach 70 XX wieku, w Malezji obcokrajowcy ciągle prosili pewnego ulicznego kucharza o smażenie omletów z cebulą. Postanowił więc stworzyć coś co by zasmakowało jego klientom i włożył usmażony omlet do długiej bułki doprawił sosem chili i nazwał to Roti Johna.

Światło świąt

Filipińska legenda opowiada o królu, który przed śmiercią, chciał ustanowić następcę tronu. Pewnego ranka wręczył swoim synom po pięć monet i kazał zapełnić za te pieniądze szopę w zamku

Moda i uroda

Przychówek przywykł do tego, że jego blond włosy i bardzo jasna cera wzbudzają sensację, jednak ani my ani nasz dzieciak nie byliśmy przygotowani na publiczny, zbiorowy zachwyt.

Kuchnia chindian czyli kolacja na dachu

Na tą restaurację trafił przypadkiem Żywiciel w internecie. Otworzyła się zaledwie trzy tygodnie temu na dachu sześciopiętrowego sklepu z hinduskiej dzielnicy - Mustafa Center. Restauracja Kebabs'n'Curries serwuje jedzenie typowe dla hindusów i kuchnię chindian czyli chińskie jedzenie przyrządzane na sposób hinduski.

Wesołego Deepavali

Mamy kolejną sobotę w środku tygodnia czyli Deepavali (Depawali, Dipavali, Dewali, Diwali, Divali, Dipotsavi, Dipapratipad, दीपावली).

czwartek, 31 maja 2012

Indywidualny horoskop czyli Pan Mąż w delegacji cz 3

Pan Złotko nie okazał się niestety złotym pracownikiem, ale okazał się człowiekiem o złotym sercu, który dba o Żywiciela najlepiej jak potrafi. Żywiciel załapał się nawet na indywidualny horoskop. Pan Złotko  analizując czas i miejsce urodzenia Pana Męża powiedział, że gwiazdy będą mu sprzyjały, bo urodził się przy dobrym ustawieniu planet.
Patrząc na datę urodzenia Pan Złotko widział podobieństwa i zależności rodzinne oraz był w stanie opisać charakter Żywiciela.

środa, 30 maja 2012

Jakie dziś jest święto ? - Pan Mąż w delegacji cz 2

  • Pan Złotko ma jakieś święto i w środę nie będzie go w pracy- powiedział Żywiciel
  • Jakie? - dopytywała Kura
  • Nie pytałem- odpowiedział mąż
Kura przejrzała kilkanaście stron internetowych i wywnioskowała, że Pan Złotko  obchodzi Ganga Dussehra czyli święto rzeki Ganges.

   
Zdjęcie pochodzi z Wikipedii

wtorek, 29 maja 2012

Tym razem o pogodzie

W leniwe przedpołudnie Kura wyciągnęła dzieciaka na wodne szaleństwo. Dzień był pochmurny,  lekko wietrzny ale woda przyjemna. Poza Kurą i Przychówkiem na osiedlowym basenie nie było nikogo.

  • Dzieciaki pewnie poszły na korepetycje- powiedział Przychówek i zanurkował
  • Możliwe- odpowiedziała Kura, która wcale się nie martwiła brakiem towarzystwa.
Zabawa była wyśmienita a Kura ze zdziwieniem zauważyła, że jej Przychówek pływa szybko i  poprawnie. Po wodnych zabawach Matka-Polka poszła z dzieciakiem na obiad i wielkie lody.

poniedziałek, 28 maja 2012

Drugie życie wody czyli Pan Mąż w delegacji cz 1

Ostatni weekend upłynął pod znakiem służbowego wyjazdu do Indii. Najpierw okazało się, że w niewyjaśnionych okolicznościach zginęła jedna z koszul Żywiciela, więc pół dnia trwały rodzinne poszukiwania. Zagubionej koszuli nie udało się znaleźć, a Kura zaczęła podejrzewać, że koszula albo pojechała z polskimi gośćmi do ojczyzny, albo porwały ją gekony domowe. Przy pakowaniu walizki wyszło na jaw, iż Pan Mąż na azjatyckim ryżu bardzo wyprzystojniał. Wszystkie eleganckie koszule, których Żywiciel nie zakłada do singapurskiego biura są na niego za duże.

niedziela, 27 maja 2012

Jedzenie z pudełka

Ten kto wymyślił, że sposób podania jedzenia jest tak samo ważny jak samo jedzenie, nigdy nie był w polskim przedszkolu Przychówka. W przedszkolu naszego dzieciaka panie kucharki przynosiły zupę w wiadrze i wielką łychą na długiej rączce wlewały ją dzieciom do talerzy. Kura przeżyła szok estetyczny widząc wiadro z zupą po raz pierwszy. Nie miała pojęcia, że los rzuci ją do Azji, a ona zupę z wiadra wspominać będzie z sentymentem tak samo polskie przedszkole Przychówka.



sobota, 26 maja 2012

I minął rok

Dokładnie rok temu nasza azjatycka kuchnia zaczęła "gotować". Pierwszy post Zostaliśmy singapurczykami miała być tylko wprowadzeniem, bo chcieliśmy pisać o jedzeniu. Niestety, a może na szczęście to nam się nie udało. Przez rok nasza azjatycka, niegotująca kuchnia odnotowała prawie 250 tysięcy odwiedzin. Specjaliści mówią, że to bardzo dużo jak na blog emigracyjny prowadzony przez nieznanych ludzi.

piątek, 25 maja 2012

Szalona taksówka

Jakoś ciężko sobie wyobrazić taksówkarza jeżdżącego ulicami: Krakowa, Warszawy, Poznania czy Gdańska bez znajomości topografii miasta. W Singapurze wszystko jest możliwe i wielu taksówkarzy nie tylko nie potrafi poruszać się po mieście, ale też nie ma pojęcia jak skorzystać z zamontowanej w samochodzie nawigacji. Prowadzący auto zwykle liczą, że pasażer wytłumaczy im drogę. Wystarczy jednak, że taksówkarz ciut się zagapi lub nie zrozumie informacji i niespodzianka gotowa.

czwartek, 24 maja 2012

Zaczęliśmy wakcje

Dziś był ostatni dzień szkoły przed miesięcznymi wakacjami. Jutro przez cały dzień wszyscy nauczyciele będą rozmawiać z rodzicami, więc młodzi mają zostać w domu, bo lekcji nie będzie. Klasa została posprzątana, ławki wymyte, ale azjatyckie dzieci wcale się z wakacji nie cieszą.
Trzy osoby z klasy Przychówka już tydzień temu pojechały do Chin. Naiwna Kura myślała, że rodzice chcieli uniknąć wakacyjnego, podróżnego tłoku i wysłali dzieci do swoich chińskich rodzin ciut wcześniej, ale Przychówek wyprowadził matkę z błędu i powiedział, że jego szkolni koledzy pojechali do szkoły.

środa, 23 maja 2012

Tęskniąc za smakiem

Nie wiedzieliśmy, że tak bardzo jesteśmy przywiązani do smaków. Tęsknimy za tymi, które dobrze znamy, tak samo jak tęsknimy za rodziną czy przyjaciółmi. Do kluskowej restauracji zwabiła nas tęsknota za makaronem przygotowanym "po europejsku". Po wizycie w Pasta Fresca Da Salvatore wiedzieliśmy, że tam wrócimy. Restauracja jest nowa położona w bardzo uroczym i cichym miejscu przy parku, ale blisko stacji metra Buona Vista i hotelu Park Avenue.






Dania serwowane przez szefa kuchni oraz miła obsługa tak nas zachwyciły, że wróciliśmy do tej restauracji zaledwie dwa dni po pierwszej wizycie.

wtorek, 22 maja 2012

Tym razem o pieniądzach

Żywiciel szykujący się na zsyłkę do Indii wymieniał pieniądze w jednym z kantorów. Za kilka banknotów z singapurkom lwem i wizerunkiem  pierwszego prezydenta Singapuru dostał plik banknotów z Gandhi-m.

  • Jeden dolar to ponad 40 indyjskich rupii - powiedziała Żywiciel do Przychówka 
  • To trzeba mieć dużo rupii by cokolwiek kupić - oznajmił rezolutnie dzieciak 
  • To zależy - odpowiedziała pan mąż i opowiedział historię usłyszaną od pana S.

poniedziałek, 21 maja 2012

Na bezrybiu i rak ryba

Wolontariat czyli dobrowolna praca na rzecz szkoły przyciąga rzesze azjatyckich rodziców, którzy marzą o posłaniu dziecka do tej, a nie innej placówki. Niby szkoły realizują ten sam program, ale wybór szkoły podstawowej dla dziecka nigdy nie jest przypadkowy. Odległość od domu, koledzy czy wyposażenie szkoły mają znaczenie marginalne. Liczą się wyniki z jakimi uczniowie kończą szkołę. Azjatyccy rodzice wierzą, że im lepsza szkoła tym lepszy wynik osiągnie ich dziecko.

niedziela, 20 maja 2012

O kawie

Wpis o piciu na wynos przypomniał nam, że zakup kawy czy herbaty w Singapurze nie jest prostą sprawą. Komunikat:
  • Proszę kawę z mlekiem bez cukru
raczej nie zostanie zrozumiany, a pani przygotowująca kawę najprawdopodobniej zrobi dziwną minę, kilka razy powtórzy kopi, kopi, a potem przygotuje napój niespodziankę czyli według własnego uznania.
źródło http://www.helpkopigooverseas.com/

sobota, 19 maja 2012

Kto pamięta cytronetę?

Niegazowana cytroneta napój, który w Polsce umarł śmiercią naturalną, ma w Azji swoich krewniaków. Napoje w foliowych woreczkach z rurką wciśniętą miedzy kostki lodu są bardzo popularne wśród mieszkańców Singapuru. To niewątpliwie najbardziej demokratyczny sposób sprzedaży: kawy, herbaty i soków. Napoje w woreczkach są tanie i wygodne, więc z torebkami wypełnionymi płynem przemykają biznesmeni, uczniowie, panie na spacerze, taksówkarze i pracownicy budowy.

Lime Juice

piątek, 18 maja 2012

Kraj termitów

Zanim zamieszaliśmy w mieście Lwa słyszeliśmy, że Singapur to kraj termitów czyli małych, pracowitych stworzeń, które żyją według własnych zasad i bardzo ciężko pracują. Singapurska rzeczywistość okazała się daleka od wyobrażeń i obiegowych opinii. Co jakiś czas Żywiciel opowiada, że pani Ładna zajmuje się wszystkim tylko nie pracą, a pan Złotko jest po prostu leniwy. Wielu Singapurczyków stwarza pozory pracy, ale nic konkretnego przez wiele godzin nie robi. Dzieci od najmłodszych lat spędzają długie godziny nad książkami, ale ów czas jest średnio efektywny. Dzięki pani z biblioteki Kura miała szansę się przekonać jak pracuje się "po singapursku".

czwartek, 17 maja 2012

Jak oskubać białasa czyli w singapurskim biurze podróży

Przyjemność organizacji wycieczki do Bangkoku postanowiliśmy powierzyć specjalistom i skorzystać z usług biura podróży. Potrafimy sami wybrać lot, hotel i znaleźć sobie atrakcje na miejscu, ale chcieliśmy poczuć się wakacyjnie i przekonać się na własnej skórze jak wyglądają azjatyckie wakacje zorganizowane przez biuro. Biuro podróży wyglądało profesjonalnie, a liczne nagrody sygnalizowały, że przez jego progi przewinęły się tłumy zadowolonych klientów. Prawie wszystkie foldery reklamowe pozbawione były cen, bo te są zależne do dnia tygodnia, godziny, wybranego hotelu i wielu innych drobnych czynników.

środa, 16 maja 2012

Grillowanie po japońsku

Gdy wychodzimy z domu głodni zwykle drogą głosowania wyłaniamy miejsce gdzie będziemy jeść. Bardzo rzadko zdarza nam się powrót do restauracji gdzie już jedliśmy, jednak japoński grill do którego trafiliśmy jakiś czas temu tak nas zachwycił, że postanowiliśmy odwiedzić go po raz drugi.
Gdy wygłodzeni i spragnieni kulinarnej uczty dotarliśmy do restauracji zamiast uśmiechniętej pani kelnerki przywitała nas kolejka chińczyków. Kelnerka zapewniała nas, że stolik będzie wolny za 15 minut  więc czekaliśmy cierpliwie. Kolejka za nami rosła z każdą minutą a w naszych brzuchach burczało coraz głośniej, bo piękny zapach podrażnił nasze zmysły. Przychówek na zmianę tupał i mlaskał i był coraz bardziej zniecierpliwiony.


wtorek, 15 maja 2012

Na poprawę humoru

Konieczność odwiedzenia sklepu kosmetycznego zmusiła Kurę do zmiany planów popołudniowych.

  • Skoro już tu jestem to kupię sobie coś miłego - pomyślała Kura, która od kilku dni  jest w kiepskim  humorze.
Testując błyszczyki do ust usłyszała swoje imię i odruchowo się odwróciła. Za nią stały dwie muzułmanki w abajach i rozmawiały ze sobą w jakimś dziwnym języku. Kura miała wrażanie, że się przesłyszała i wróciła do błyszczyków. Smarując rękę jakimś wściekłym różem znów usłyszała swoje imię i poczuła jak ktoś delikatnie ją dotyka. Spojrzała na muzułmanki i zobaczyła uśmiech jednej z nich. Niby twarz była znajoma, ale jakoś nie mogła dopasować jej do wspomnień. W ciągu ostatniego roku Kura poznała więcej ludzi niż przez całe życie, więc nie ma łatwo. Coraz częściej ma problem z dopasowaniem twarzy do wydarzenia i rozmawiając z kimś nie zawsze wie czy zna go ze szkoły dzieciaka, z własnego osiedla , ze sklepu spożywczego, czy jest to jakaś znajoma, znajomej.

poniedziałek, 14 maja 2012

Ile książek ważysz? - czyli matematyka dla pierwszaka

Akcja "Ile książek ważysz?" poraziła wszystkich pierwszoklasistów w szkole Przychówka. W centralnym punkcie biblioteki ustawiono zwykłe łazienkowe wagi na których dzieci najpierw ważyły siebie, a potem książki. Jak w amoku biegały po bibliotece i targały encyklopedie, słowniki, atlasy a potem bajki, historyjki i nowele, które położone na wadze stanowiły równowartość ich masy ciała. Swoje działania zapisywały w wielkich zeszytach i o dziwo nie miały problemu z dodaniem 2,3 kg do 1,7 kg oraz do 0,5 kg. Dodawały dobrze, ale szukanie ostatniej książki zajmowało zwykle dużo czasu. Nie jest łatwo rozwiązywać takie zadania gdy ma się zaledwie sześć lat.

niedziela, 13 maja 2012

Dzień Matki po singapursku

Dziś w Singapurze Dzień Matki, prawie wszystkie sklepy jubilerskie najpierw podniosły ceny, a potem udawały, że je obniżyły. Na większości wystaw sklepowych pojawił się napis: promocja, który jak lep przyciągnął singapurczyków kupujących swoim mamom świąteczne upominki.

  • Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Mamy - powiedział Przychówek widząc tłum Azjatów przed sklepem jubilerskim
  • Myślałam, że się bardziej wysilisz - żartowała Kura
  • Obchodzimy polskie święta nie singapurskie - zauważył rezolutnie dzieciak, który w zeszłym roku domagał się podwójnego świętowania Dnia Dziecka.

sobota, 12 maja 2012

W chińskim mieście z innej bajki

Do China Town nie jeździmy często, zbyt ciasno i zbyt głośno jak na nasz gust. Chińska dzielnica w Singapurze to niskie domo-sklepy wciśnięte między wysokie bloki nowoczesnego miasta. Coraz rzadziej owe domo-sklepy są zamieszkane przez duże chińskie rodziny. Wielu młodych wyprowadza się do typowych, singapurskich bloków zostawiając w domo-sklepach swoich starych rodziców, którzy żyją z ulicznego handlu. Spacerując wąskimi ulicami chińskiego miasta trudno oprzeć się wrażeniu, że chińska dzielnica to wielki bazar pełen tandety przygotowanej z myślą o turystach szukających pamiątek z egzotycznego Singapuru. Za kilka dolarów można kupić: apaszkę, wachlarz, zegarek i zjeść posiłek przy plastikowym stoliku stojącym na chodniku. Turystyczny raj.







Prawdziwe chińskie życie toczy się w bocznych uliczkach gdzie chińscy seniorzy grają w madżonga, chińskie szachy, naprawiają buty lub po prostu odpoczywają. Rozwydrzone gołębie podjadają jedzenie z plastikowych talerzyków, a my większości specjałów po prostu boimy się spróbować.




Wystarczy kilka kroków by znowu być na wielkim bazarze, w jakimś centrum handlowym czy dojść do rzeki pełnej  cudów. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki można znaleźć się w innej bajce.

piątek, 11 maja 2012

Mała Nur i babska impreza

Pani z szkolnej biblioteki po raz piąty została babcią, jej synowa 44 dni temu urodziła córeczkę, a Kura wraz z hiszpańską koleżanką dostały niespodziewanie zaproszenie na uroczystość rodzinną Cukur Jambul. Wraz z zaproszeniem pojawiły się  szczegółowe wytyczne co do stroju i zachowania w tym szczególnym dniu.

  • Powinniście ubrać się na fioletowo
  • Musicie mieć zakryte włosy
  • Uśmiechajcie się
  • Nie bójcie się zadawać pytań

czwartek, 10 maja 2012

Łatwo jest być gwiazdą

Singapurscy nauczyciele raczej oszczędnie chwalą uczniów wierząc, że duża ilość pochwał może zniszczyć chęć do ciągłej pracy i obniżyć dziecięcy zapał. Jeśli przyznawane są jakieś nagrody to zwykle za pierwsze miejsce w klasie. Według zasady, że drugi to pierwszy przegrany, nagród za kolejne pozycje po prostu nie ma. Kura i Przychówek przywykli już do tego systemu i każda zdobyta przez dzieciaka nagroda była powodem do rodzicielskiej dumy.

  • O masz dobry humor - ucieszyła się Kura widząc dzieciaka idącego tanecznym krokiem wśród kolegów z klasy
  • Jestem gwiezdnym uczniem - wygłosił dzieciak z dumą i wyjął dyplom
  • A kto to jest gwiezdny uczeń? - zapytała Kura, bo się już pogubiła w singapurskim nazewnictwie
  • To taki ktoś jak ja - odpowiedziała dzieciak, a matka-Polka uśmiała się do łez. 

środa, 9 maja 2012

Z Kolumbijką o Polsce

Kolumbijka, której córka uczy się w tej samej szkole co Przychówek przez pół roku nie rozmawiała z żadnym z rodziców. Odpowiadała na "dzień dobry", ale potem szybko zmierzała w stronę przystanku autobusowego, zawsze ze słuchawkami w uszach. Wszyscy uznali, że nie zna języka i z nawiązaniem kontaktu trzeba poczekać do czasu aż się nauczy. Kura odezwała się do niej pewnego poranka chcą powiedzieć, że wśród szkolnych mamusiek jest hiszpańska A, która chętnie porozmawia w języku Cervantes-a. 

wtorek, 8 maja 2012

Niestereotypowo

  • Bum i trach - usłyszała Kura stojąc na przystanku autobusowym
I mogła obserwować wypadek samochodowy po singapursku. Pan kierujący czarną toyotą wjechał w dupsko jakiegoś starej skody. W stłuczce nikt z ludzi nie ucierpiał, tył skody był troszkę wgnieciony, a kierowcy, którzy wysiedli z auta nie odezwali się do siebie ani słowem tylko złapali za swoje komórki. Policja zjawiła się dwie minuty później i wyłączyła z ruchu prawie 500m odcinek ulicy czyniąc ją nieprzejezdną. Ludzie oczekujący na przystanku jakoś dziwnie się rozeszli, a Kura nieśmiało zapytała:

  • Jak długo ta ulica będzie zamknięta?
  • Nie wiem - odpowiedział policjant i odszedł

poniedziałek, 7 maja 2012

Indie muszą poczekać

Kura marzyła o zobaczeniu Indii zanim los przygnał ją do Azji, pragnęła zobaczyć kraj wielu kontrastów zanim posmakowała indyjskiej kuchni i mogła przymierzyć prawdziwe sari. Po odebraniu indyjskiej wizy właściwie nie pozostało nic innego jak kupić bilet, wsiąść w samolot, a potem dobrze się bawić. Kura pewnie by tak zrobiła gdyby nie miała bladolicego dziecka, którego wygląd zwraca uwagę nawet w wielokulturowym Singapurze.
Hinduskie koleżanki Kury polecając uśmiech jako apogeum na wszystkie troski myślały, że Kura jedzie na wycieczkę zorganizowaną przez singapurskie biuro podróży. Zakładały, że nad kurzą rodziną będzie czuwał pilot mówiący w lokalnym języku.

niedziela, 6 maja 2012

Urodziny na które nie poszliśmy czyli o Vesak Day

W sobotę singapurscy buddyści obchodzili  Vesak day święto które niesie wolność i oświecenie.
W zeszłym roku odwiedziliśmy buddyjską świątynie i obserwowaliśmy zwyczaje związane z tym wyjątkowym dniem. W tym roku też mieliśmy taki plan, ale pan mąż tym razem serio się rozchorował więc plany trzeba było szybko zmienić. Kura z Przychówkiem nie mieli ochoty na samotne świętowanie urodzin  Buddy i do świątyni buddyjskiej nie dotarli.

Idea Vesak jest jest piękna, bo to dzień kiedy należy się pochylić się nad osobami: starszymi, chorymi i niepełnosprawnymi. Biednych należy obdarowywać pieniędzmi i darami rzeczowymi, nie oczekując niczego w zamian. W tym dniu należy nakarmić wszystkich głodnych przygotowując wegetariańskie potrawy oraz samemu wystrzegać się jedzenia mięsa. Nie wiemy jak naprawdę świętują singapurscy buddyści, bo nie znamy ich zbyt wielu.



sobota, 5 maja 2012

Nad rzeką pełną cudów

Stara dzielnica kolonialna otulona przez wieżowce, symbole Singapuru, jest obowiązkowym przystankiem dla wycieczek i globtroterów wszelkiej maści. Clark Quay to miejsce, które pokazuje się gościom, ale samemu rzadko się zagląda. Jest głośno, tłoczno i bardzo drogo.










Mimo tego, że  przeważa tu zabudowa w stylu wiktoriańskim, próżno tu szukać spokoju i ciszy angielskiego miasteczka. Większość dawnych magazynów i domów, pozamieniano na restauracje i bary, gdzie piwo leje się strumieniami, a utrudzeni turyści poznają Singapur. Podczas naszej pierwszej wizyty nad rzeką pełną cudów zachwyciły nas wiatraki pod parasolami, które dbały o komfort piwoszy.

  • To mógł wymyślić tylko wygodny Singapurczyk - mówił Żywiciel i pstrykał fotki

piątek, 4 maja 2012

Plotki osiedlowe

Singapurscy Chińczycy wierzą, że dla organizmu człowieka nie ma nic lepszego jak picie wody i jej wypacanie. O to drugie w Singapurze nie trudno, bo zwykle jest tu duszno i a bywa wściekle gorąco.
Wielu tubylców i przybyszów zza mórz nie zadawała się naturalnym wypacaniem i potęguje efekt  biegając w 30 stopniowym upale, biorąc udział w zajęciach gorącej jogi lub odwiedzając saunę.

czwartek, 3 maja 2012

W gabinecie tortur

Europejska Kura dba o swoje włosy po azjatycku i farbuje je henną i odżywiając olejem. Chętnie zadbałaby po azjatycku o swoją skórę, ale kosmetyków jest tak dużo, że trudno jej się na coś kontentego zdecydować. Z coraz większą sympatią patrzy w stronę singapurskich gabinetów gdzie za niewielkie pieniądze można poprawi urodę. Jest w czym wybierać prawie każda ulica ma:

  • gabinet gdzie można zadbać o twarz,
  • miejsce można zrobić manicure i pedicure
  • salon masażu 
  • gabinet relaksacji stóp
  • gabinet akupresury

środa, 2 maja 2012

W singapurskim gimnazjum

Singapurskie secondary czyli odpowiednik naszego gimnazjum było dla Kuru tajemnicą. Co jakiś czas hiszpańska koleżanka przynosiła jakąś ciekawą gimnazjalną historyjkę, a Kura była ciekawa jak wygląda życie w też szkole od środka. Myślała, że życie w singapurskim gimnazjum pozna jeśli  Przychówek przekroczy jego progi. Bardzo się jednak myliła.
Pewnego ranka Kura zagadała się z Buldim przy szkolnej bramie. Już miała odchodzić gdy z różowego samochodu wysiadła uśmiechnięta pani i przywitała się z Kurą.

  • Och, jak miło Cię poznać, moja przyjaciółka dużo mówiła o Tobie i Jednoliterowa też mi o Tobie opowiadała. Jadłam polskie kopytka - wypaplała z prędkością światła, a Kura stała jak ofiara losu i zupełnie nie wiedziała o co chodzi.

wtorek, 1 maja 2012

Kuchnia wyksztuśna

Kura dzięki imbirowo-limonkowej miksturze Sznupka wyleczyła się szybko i skuteczne. Dzieciak, który imbirowej mikstury nie chciał przełknąć nawet pod groźbą kary, kaszle nadal, a pan mąż postanowił zachorować towarzysko i chociaż żadnych objawów chorobowych nie miał leżał na kanapie i jęczał.
  • Jak nie chcecie imbiru powinniście zjeść chiński rosołek - powiedziała Kura
  • Jedźmy do do West Cost Plaza tam ładnie pachniało z chińskiej restauracji Chuan Jiang Hao Zi - zaproponował mąż