Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

wtorek, 22 maja 2012

Tym razem o pieniądzach

Żywiciel szykujący się na zsyłkę do Indii wymieniał pieniądze w jednym z kantorów. Za kilka banknotów z singapurkom lwem i wizerunkiem  pierwszego prezydenta Singapuru dostał plik banknotów z Gandhi-m.

  • Jeden dolar to ponad 40 indyjskich rupii - powiedziała Żywiciel do Przychówka 
  • To trzeba mieć dużo rupii by cokolwiek kupić - oznajmił rezolutnie dzieciak 
  • To zależy - odpowiedziała pan mąż i opowiedział historię usłyszaną od pana S.
Pan S ( pochodzący ze stanu Tamil Nadu) twierdzi, że jego brat jako umundurowany żołnierzem z bronią w ręku po ćwiczeniach na wojskowym poligonie, zabłądził do indyjskiej wioski. Chcąc kupić picie w wiejskim sklepie położył na ladzie banknot 100 rupiowy i sprowadził na siebie i całą grupę żołnierzy spore kłopoty. Ludzie z wioski nie chcieli broni, nie chcieli pomocy, chcieli pieniędzy, które pomogą im nakarmić rodziny. Wieśniacy mieli w nosie, że mają do czynienia z uzbrojonymi żołnierzami, że mogą zgniąć. Oni byli głodni. Brat pana S i jego koledzy oddali wszystko co mieli i bezpiecznie wrócili do jednostki.
Poza informacją o hindusce, która kupiła w Indiach córki płacąc po 1000S$ za każdą, historia o pieniądzach i bracie pana S zrobiła na Kurze największe wrażenie. Nawet jeśli obie historie były przerysowane to i tak popsuły Kurze humor.

5 komentarze:

Kuro, ależ Żywiciel jedzie tam pracować i naprawdę nie masz się o co bać. Mój mąż był chyba 3 razy na 3-tygodniowych delegacjach w Indiach, jego koledzy potrafili tam pracować po 2-3 miesiące i nikomu nic się nie stało (chyba, że akurat najadł się czegoś na straganie, to lądował w szpitalu, ale Wy już pewnie jesteście oswojeni z azjatyckimi mikrobami ;)). W pracy zazwyczaj dostaje się firmową taksówkę i swojego kierowcę, więc nie ma strachu, że kogoś porwą dla okupu. Uszy do góry!

ja mysle, ze Kurza obawa o Zywiciela, to jedno.

a sama swiadomosc, ze ludzie sa w takiej kondycji i nic nie mozesz zrobic - to drugie. czasem az jestem chora, kiedy uswiadomie sobie, jakie okropnosci dzieja sie na swiecie.
chetnie bym kupila i z 5 takich coreczek...

pozdrawiam i ujawniam sie przy okazji ;)

Hej ukryta miło, że się odkryłaś.
Masz rację strach ( od którego nie jestem wolna niestety) to jedno a świadomość, że życie małych dwóch dziewczynek było warte zaledwie niespełna 6 tyś złotych to drugie.Znam te dziewczynki, obie są śliczne, zdolne i pracowite pewnie odniosą w życiu sukces, bo mają świetną matkę i ogromną determinację.
Pana S też znam i uważam, że to najsympatyczniejszy kolega Żywiciela. Za kilka rupii mógł stracić brata :(

Ciekawe dlaczego komentarze nie epatujace zachwytem nie sa ujawniane;) ech:) a to Polska mentalnosc wlasnie:)

Publikujemy wszystkie komentarze gdzie poziom chamstwa nie przekracza dopuszczalnych norm.

Prześlij komentarz