Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

środa, 16 maja 2012

Grillowanie po japońsku

Gdy wychodzimy z domu głodni zwykle drogą głosowania wyłaniamy miejsce gdzie będziemy jeść. Bardzo rzadko zdarza nam się powrót do restauracji gdzie już jedliśmy, jednak japoński grill do którego trafiliśmy jakiś czas temu tak nas zachwycił, że postanowiliśmy odwiedzić go po raz drugi.
Gdy wygłodzeni i spragnieni kulinarnej uczty dotarliśmy do restauracji zamiast uśmiechniętej pani kelnerki przywitała nas kolejka chińczyków. Kelnerka zapewniała nas, że stolik będzie wolny za 15 minut  więc czekaliśmy cierpliwie. Kolejka za nami rosła z każdą minutą a w naszych brzuchach burczało coraz głośniej, bo piękny zapach podrażnił nasze zmysły. Przychówek na zmianę tupał i mlaskał i był coraz bardziej zniecierpliwiony.








Garlic Rice







Tofu Steak






Zupełnie niespodziewanie między chińską rodzinę, a nas wepchnęło się niesympatyczne babsko i poprosiło o kartę. Byliśmy pewni, że pani życzy sobie jedzenie na wynos, ale nie, pani bezczelnie wcisnęła się w kolejkę ciągnąc za sobą męża i córkę. Niesympatyczną spotkała jednak kara natychmiastowa, bo został usadzona przy jednej ladzie z nami. Musiała patrzeć jak wymieniamy sobie z chińską rodzina uśmiechy i znosić nasz widok przez cały posiłek. Chyba popsuliśmy jej apetyt, bo częściej malowała usta niż jadła.
  • Zawsze zachowuj się tak, żebyś potem nie musiał się wstydzić - powiedział Żywiciel do Przychówka
Jedzenie było smaczne, dokładnie takie jak zapamiętaliśmy, ale biedny kucharz chyba coś pomylił, bo co chwilę dostawał karcące spojrzenie Niesympatycznej. Nie jest łatwo gotować dla 12 osób obserwujących każdy ruch ręki. Nam pokaz kulinarnych jego umiejętności bardzo się podobał i chętnie odwiedzalibyśmy to miejsce częściej, gdybyśmy nie mieszali w stolicy jedzenia i nie mieli do wyboru tylu wspaniałych dań.

6 komentarze:

To jest restauracja, ktorą najczęściej odwiedzamy. Każdy ma ulubione danie. Ja uwielbiam tofu z grzybami na ostro. Pani I

Och, teppanyaki to faktycznie wyzsza szkola kucharskiej jazdy i bardzo widowiskowa rzecz. Z jakiegos powodu znowu jestem glodna...
Pozdrawiam,
M.

Nie lubię surowej ryby ... ale po zdjęciach lekki ślinotok :) ... co jest na 4 zdjęciu od dołu ? ... wygląda jak nasze pierogi :)
Pozdrawiam, czekając na wpis o ulicznym żarciu.
T.

:)Takiego smaku mi narobiłaś,że zadzwoniłem do sąsiadującego ze mną "chińczyka" i zamówiłem chrupiącego kurczaka zupa chmielowa była w lodówce.

T wcale tacy wyjątkowi z tymi pierogami nie jesteśmy. Mają je Chińczycy i Japończycy i im tez się wydaje, że są wyjątkowo oryginalni. Ja tam lubię wszystkie. W kwestii ulicznego żarcia o ciut cierpliwości proszę, bo jak piszę o żarciu to muszę to jeszcze kiedyś jeść i trawić no i męża o zdjęcia męczyć. Singapur to nie Bangkok i raczej będziesz rozczarowany, ale postaram opisac się w miarę obiektywnie i dokładnie.

Ojej! Jakie świetne miejsce! :D Przynajmniej złośliwy kucharz nie może zrobić psikusa klientowi, dorzucając mu czegoś niepożądanego. :)

Prześlij komentarz