Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

sobota, 5 maja 2012

Nad rzeką pełną cudów

Stara dzielnica kolonialna otulona przez wieżowce, symbole Singapuru, jest obowiązkowym przystankiem dla wycieczek i globtroterów wszelkiej maści. Clark Quay to miejsce, które pokazuje się gościom, ale samemu rzadko się zagląda. Jest głośno, tłoczno i bardzo drogo.










Mimo tego, że  przeważa tu zabudowa w stylu wiktoriańskim, próżno tu szukać spokoju i ciszy angielskiego miasteczka. Większość dawnych magazynów i domów, pozamieniano na restauracje i bary, gdzie piwo leje się strumieniami, a utrudzeni turyści poznają Singapur. Podczas naszej pierwszej wizyty nad rzeką pełną cudów zachwyciły nas wiatraki pod parasolami, które dbały o komfort piwoszy.

  • To mógł wymyślić tylko wygodny Singapurczyk - mówił Żywiciel i pstrykał fotki
Sami nigdy nie zasiedliśmy pod takim wiatrakiem, ale przepłynęliśmy się statkiem wycieczkowym po rzece. Za wizytami na Clark Quay nie przepadamy, traktując to miejsce jako atrakcje turystyczną z perełką w postaci Muzeum Cywilizacji Azji.
Łatwo można stąd dojść do:

  • Fortu Canning, gdzie można odwiedzić Batllebox,
  • najstarszego kościoła ormiańskiego wybudowanego w 1835 roku,
  • dumy Singapuru
  • Singapore Flayer
  • toru Formuły 1,
  • Chińskiej dzielnicy
  • i wielu innych ciekawych miejsc







Nie ma co się oszukiwać, Singapur jest klaustrofobicznie mały i w kilka dni można zobaczyć wszystko to czym miasto chce się pochwalić. Singapurska koleżanka Kury powiedziała, że każdy kto napije się wody z singapurskiej rzeki będzie miała szczęście w interesach. W takie cuda jednak nie wierzymy, tak samo jak nie wierzymy, że można poznać Singapur oglądając tylko okolice singapurskiej rzeki.

8 komentarze:

Nie wiem czy Kura się orientuje, ale napisano właśnie hymn na cześć Kury ... Ko Ko Ko Ko ...
http://www.youtube.com/watch?v=YtDhMzDkois
Pozdr.
T.

Bylam i piffko pilam na CQ...Albo raczej soczek..:)

Kuro, mam wrazenie, ze jestem sledzna ;) Wczorajszy wieczor spedzilam na Clarks Quay! Zakladam, ze ciagle mi wolno, bo wlasciwie nadal jestem turystka.
Bylo tam przerazajaco duzo zawianych ekspatow :(

Natalia nie jesteś, wczoraj tam nie byliśmy, ale tak jest tak codziennie. :( Tłumy zawianych ekspatów.

Kuro, clark quay jest mi bardzo dobrze znane;) nieraz odwiedzslismy Attice i inne kluby i musze powiedziec ze o wiele lepiej jesg sie wybrac w tygodniu niz w wekend jeslo nue chce sie zostac zadeptanym na patkiecie...

I wszyscy kibice będą gdakać ko ko ko ko ;) nawet po kilku głębszych.

przesliczne zdjecia-jak zawsze

na CQ pewnie nigdy nie bede wiec sobie chociaz na zdjecia popatrze :P

pozdrawiam

I my tam byliśmy! Wybraliśmy się w dzień powszedni, popołudniową porą i oprócz kilku osób uprawiających jogging nikogo nie spotkaliśmy:)Clark Quay wydał nam się oazą spokoju, w przeciwieństwie do wszystkich innych miejsc, które widzieliśmy w Singapurze, a w których pełno było Azjatów i ekspatów! A zdjęcia prześliczne!

Prześlij komentarz