Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

środa, 9 maja 2012

Z Kolumbijką o Polsce

Kolumbijka, której córka uczy się w tej samej szkole co Przychówek przez pół roku nie rozmawiała z żadnym z rodziców. Odpowiadała na "dzień dobry", ale potem szybko zmierzała w stronę przystanku autobusowego, zawsze ze słuchawkami w uszach. Wszyscy uznali, że nie zna języka i z nawiązaniem kontaktu trzeba poczekać do czasu aż się nauczy. Kura odezwała się do niej pewnego poranka chcą powiedzieć, że wśród szkolnych mamusiek jest hiszpańska A, która chętnie porozmawia w języku Cervantes-a. 

Szybko okazało się, że Kolumbijka po angielsku mówi pięknie, tylko jest ciut nieśmiała i wstydziła się nawiązać rozmowę. Ośmielona bezpośredniością Kury opowiedziała jej historię przeprowadzki do Singapuru, historię poznania męża i wiele innych drobnych szczegółów ze swojego życia. Właściwie nie dała dojść Kurze do głosu. Po kilkunastu monologach w końcu zapytała:

  • Skąd ty właściwie jesteś?
  • Z Polski - odpowiedziała Kura wiedząc, że zaraz będzie musiała udzielać dodatkowych wyjaśnień
  • To w Europie? - dziwiła się Kolumbijka 
  • W centralnej Europie między Rosją, a Niemcami - powiedziała Kura
  • Ojciec mojego męża miał na imię Schmitt czy to popularne u was imię? - dociekała
  • To nazwisko popularne u naszych zachodnich sąsiadów - tłumaczyła Kura
Kolumbijka dociekała: jaką walutę mamy, kto jest prezydentem i premierem, jakie mamy problemy i zasoby naturalne. Widać było, że szuka w pamięci skojarzeń i nic nie może znaleźć. Kura próbowała ją naprowadzić wspomniała o Chopinie, Wałęsie, upadku komunizmu, początku II wojny światowej wszystko na nic, bo Kolumbijka kompletnie nie wiedziała o czym Kura mówi.

  • A wiem wy jesteście ojczyzną tulipana - powiedziała z radością, a Kura zaczęła się zastanawiać jak wyprowadzić ją z błędu.
  • E, trzeba było powiedzieć, że papież Jan Paweł II był z Polski. Kolumbijka z dużym prawdopodobieństwem jest katoliczką - powiedział Żywiciel, gdy Kura opowiadała mu swoją przygodę
  •  Może i trzeba było - odpowiedziała Kura
Zaczęła jednak szukać jakiś bardziej świeckich znaków polskości. Biorąc pod uwagę, że jej turecka koleżanka jest katoliczką, pochodząca z Bangladeszu koleżanka Przychówka jest hinduistką, zakumplowana z nami córka Araba i Filipinki czasem chodzi do meczetu, a czasem do kościoła anglikańskiego to Kolumbijka może wierzyć we wszystko. Wszak w Singapurze wszystko jest możliwe.
Pisząc ów post Kura wymyśliła, że jutro opowie Kolumbijce o mistrzostwach w piłce nożnej i da jej posłuchać "kurzy song". Niech Kolumbijka pozna Polskę od najciekawszej strony

10 komentarze:

Hihi - bardzo dobry pomysł tłumaczenia polskości przez Koko Euro Spoko :) z pewnością zapamięta to na całe życie :)

Hihi, Kuro Droga, post absolutnie nie jest wiarygodny! Nic a nic! Bo kto uwierzy, ze ktokolwiek przegadal Kure! :P
Usciski,
M.

M ty pomyśl jaka ona wyposzczona była. Pół roku z nikim nie gadała to i Kurę przegadała a właściwie nie dała jej dojść do głosu. ;)

cos mi sie wydaje,ze Kura zyskala nowa przyjaciolke ,to dobre urozmaicenie w tym kurzym azjatyckim swiecie,powiew latynowskiej krwi.Za pare tygodni pewnie sie dowiemy,ze Kura oglada kolumbijskie telenowele i plywanie zamienila na lekcje salsy...:p

"Koko Koko" sie nie zapomina ^^ Czekamy na opis pierwszych wrazen Kolumbijki ;)

Odsłuchałyśmy koko koko na iphone i Kolumbijka się pytała czy to nasza narodowa piosenka. Bardziej zabawne było to, że jak ją próbowałam na papieża naprowadzić to powiedziała, że jej rodzice i owszem byli katolikami, ale jak ona miała 3 lata to się przeprowadzili i do katolickiego kościoła było daleko więc chodziła do kościoła metodystycznego i nie uważa się już za katoliczkę tylko za metodystkę.

Kuro, może Kolumbijka zna "salchichas polacas", czyli polskie kiełbasy. Sprzedaje się takie w Am. PłD., chociaż nie wiem, jak się mają do oryginału. Ktoś mi mówił, że jeździły u nich samochody zwane "Fiat polaco" (to był chyba duży Fiat 125), a policja jeździła polonezami.
Poza tym Hiszpanie i Latynosi często wymawiają inaczej nazwiska, np. Czopin, Walesa. Mimo wszystko chyba Twoja przyjaciółka nie jest zbytnio zorientowana :))

Jak już do fotografii przyszło to ona wszystkich kojarzyła tylko wymawiała owe nazwiska jakoś cudacznie. Dziwne to dla mnie było bo Hiszpanka mówi nazwiska z angielskim akcentem, ale nieważne ważne, że się dogadałyśmy. Kiełbasę polską znają prosto ze Stanów ;)

A ten fragment kiedy będzie?
"opowiedziała jej historię przeprowadzki do Singapuru, historię poznania męża i wiele innych drobnych szczegółów ze swojego życia."
Kiedy poznamy historię kolejnej bohaterki bloga? :)

Prześlij komentarz