Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Kwiat na morzu

Flor de la Mare czyli kwiat na morzu wypłyną w swój pierwszy rejs w 1502 rok pod wodzą Estevao da Gama kuzyna Vasco da Gamy, który jako pierwszy dotarł drogą morską z Europy do Indii.
Flor de la Mare był największym i najbardziej pojemnym ówczesnym statkiem, dumą portugalskiej żeglugi aż do listopada 1511. Mimo wielkości i wyjątkowości statek zatonął w niewyjaśnionych okolicznościach z ogromnym ładunkiem w drodze do Portugalii. Podobno do dziś spoczywa na dnie morze wraz z ukrytymi wewnątrz skarbami.



Na przestrzeni wieków wielu śmiałków próbowało znaleźć morski kwiat i zatopione w nim skarby, ale nikomu to się nie udało. Statek nadal spoczywa na dnie morza, a malajskie legendy twierdzą, że pilnuje go sam diabeł. 













Malajowie nie żywiąc urazy do Portugalczyków, którzy wieki temu bezlitośnie łupili ich ziemie, w 1994 roku w wiernej replice Flor de la Mare otworzyli muzeum morskie.
Morski kwiat długości 36 metrów nawet dziś robi wrażenie i zachwyca swym pięknem. Wejście do środka to istna podróż w czasie. Nawet nie trzeba się bardzo starać by poczuć się jak XVI wieczny podróżnik płynący na podbój Azji. W środku można zobaczyć archiwalne mapy, repliki sprzętu nawigacyjnego i współczesne pieniądze z całego świata. Nasz dzieciak w gablocie odnalazł nawet polskie 10 zł.

Malajski sposób pokazania historii miasta bardzo nam się spodobał, a bilety wstępu był śmiesznie tanie i pozwalały na odwiedziny w dwóch muzeach. Muzeum Marynarki Wojennej, które również odwiedzaliśmy przy okazji, turystom z całego świata chciało powiedzieć, że czasy bezbronnej Malezji już dawno minęły.









Teraz pewnie Flor de la Mare, który chciałby zawieźć malajskie skarby do portugalskiego króla zapominając o zapłaceniu nie wypłynąłby z portu.

Ten post został przygotowany z myślą o Basi - kuzynce Przychówka, która bardzo była ciekawa co ciekawego można w Azji zobaczyć.

3 komentarze:

No i oto przykład, jak ciekawie można opowiedzieć o historii :)))

Mnie osobiście najbardziej zainteresowało to pismo "robaczkowe". Takie zawodowe skrzywienie.

Niestety nie potrafimy odczytać co jest napisane " w robaczkach". Może ktoś z czytelników pomoże.

Genialny wpis! Kuro, chciałabym, żeby ktoś z Twoją swadą pisał podręczniki. Jesteś absolutnie wspaniała! :-)

Prześlij komentarz