Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Uliczne garkuchnie

Jakiś czas temu jeden z naszych stałych czytelników poprosił nas o opis ulicznego jedzenia w Singapurze. Zaczęliśmy się przygotowywać do spełnienia prośby naszego czytelnika ale okazało się, że nie ma o czym pisać.

"Jajko" sorbety


Jedzenie sprzedawane na ulicy wprost z wielkiego kotła lub świeżo rozpalonego grilla to typowo azjatycki obyczaj. Tak jest w Hong - Kongu, Kuala Lumpur, Bangkoku, ale nie w Singapurze. W mieście lwa ulicznego jedzenia właściwie nie ma. W trosce o płynność ruchu i czystość ulic dawne garkuchnie zgrupowano w hawker center, a na uliczny handel pozwolono tylko w ściśle wyznaczonych rejonach i godzinach. Jeśli chce się spróbować tradycyjnego azjatyckiego jedzenia najprościej jest wybrać się w weekend do Melaki. W każdy piątek, sobotę i niedzielę od wczesnego popołudnia do późnych godzin wieczornych można zjeść chyba wszystko czego dusza zapragnie i popić to sokiem lub piwem niekoniecznie imbirowym.






Brat singapurskiego Carrot Cake







Singapur jest najczystszym i najbardziej uporządkowanym miastem jakie widzieliśmy w życiu, ale trochę szkoda, że przez ten porządek tradycyjne satay-e smaży się teraz na ruszcie, a nie jak każe  tradycja na otwartym ogniu, a gula ketuk, którą wiele lat temu jadały singapurskie dzieci można kupić jedynie za granicą.

2 komentarze:

Hmmm ... krótko, gar-kuchni nie ma :) z 7 zdjęcia od góry zamówiłbym wszystkiego po sztuce !
Pozdr.
T.

Podobno wygladalo to w Singapurze inaczej przed SARSem.
Szaslyki i owoce morza na powietrzu mozna zjesc w Lau Pa Sat wieczorami. Tylko ze to wciaz sa stragany otwietane tuz przy ogromnej jadlodajni a nie male uliczne, mobilne stole.
Lody i inne drobiazgi wciaz mozna kupic z takiej budki na kolkach. Najczesciej przy szkolach i w centrum.
E.T.

Prześlij komentarz