Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Wycieczka do Melaki

Przedwojenni warszawiacy co niedziela jeździli na Bielany, a współcześni Singapurczycy co kilka tygodni  jeżdżą do Melaki. Singapurczycy jako ludzie wyjątkowo praktyczni nie myślą o relaksie, nie są zainteresowani zabytkami, muzeami i oddychaniem małomiasteczkowym powietrzem. Singapurczyków interesują zakupy. Dzięki korzystnemu kursowi singapurskiego dolara do malezyjskiego ringgita tuż za singapurką granicą jest bajecznie tanio. Autobusy zapełnione Chińczykami, Hindusami i Malajami kursują co kilkanaście minut przez 7 dni w tygodniu. Do Melaki jadą też globtroterzy by tanio się przespać, zjeść i trochę odpocząć.



Korzystając z kilku dni wolnego my też postanowiliśmy pojechać do Melaki. Nie na zakupy, bo w Malezji na zakupach już byliśmy. Po naszej zakupowej wyprawie obiecaliśmy sobie, że dokąd  malezyjskie sklepy nie zaczną rozdawać towarów za darmo nie będziemy robić tam zakupów. Szkoda nam cennego czasu na łażenie po sklepach. Pewnie jesteśmy dziwni, ale zdecydowanie wolimy podziwiać miasta z bogatą  historią niż galerie handlowe.
Niewielkie portowe miasteczko, które w 2008 roku zostało wpisane na światową listę Unesco przeżywało swoją świetność jednocześnie z Wenecją i czasem określa się je Wenecją Azji, jednak Malajowie nie lubią tego określenia. Melaka tak jak Singapur, Kuala Lumpur, Hong Kong, Szanghaj i wietnamskie Hanoi chce być postrzegana jako miejsce, które przez stulecia łączyło wschód z zachodem. Foldery turystyczne przypominają, że przez wiele lat port w Melace był miejscem gdzie spotykali się kupcy z całej Azji i wszystkie przyprawy, którymi raczyła się Europa przechodziły przez to miejsce.

  • Taksóweczkę - zapytał jakiś podejrzany facecik proponując podwiezienie do hotelu
  • Nie dzięki - odpowiedział Żywiciel 
  • Jesteśmy z Polski. Nie z nami taki numery - pomyślała Kura i poczłapała za Żywicielem szukającym postoju taksówek.
Dzieciak z wisielczą miną wlókł się za nimi. Bardzo był niezadowolony, że opuszcza Singapur w dniu jego urodzin. Gdyby sam mógł zaplanować ten dzień to siedziałby na kanapie czytał książki i oglądał filmy, a nie podróżował do Melaki.











Wystarczyło jednak, że Przychówek przekroczył recepcję hotelową, a już polubił Melakę.

  • Wiecie, że oni tu mają bibliotekę? - powiedział dzieciak z wypiekami na twarzy
  • Jak znalazłeś hotel z biblioteką? - zapytała Kura
  • To przypadek, wcale nie szukałem - powiedział Żywiciel
Melaka tak zmęczyła naszego dzieciaka, że do biblioteki zajrzał raz na 10 minut. Niby miasto senne, ale nawet nasz Przychówek nie znalazł czasu na czytanie.

5 komentarze:

Sto lat dla Przychówka! I dla jego Rodziców!

W dniu urodzin Singapuru, nie Przychowka... Dzizzz -_-'

Ooops!
Też mi się zdawało, że coś poplątałam :(

piękne zdjęcia, a z życzeniami dla Przychówka też już chciałam wyskoczyć...a to Singapur ma swoje święto...

Prześlij komentarz