Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

środa, 13 lutego 2013

W poszukiwaniu roti canai

  • W Johor Bahur koniecznie muszę zjeść roti canai. Podobno jest pyszne - oznajmił Żywiciel
  • Powodzenia - pomyślała Kura
Skoro ona zjadła wielka bułę w żółtym M było jej wszystko jedno gdzie pójdzie i czego będzie szukać, ale uważała, że mąż ma wygórowane oczekiwania. Chiński Nowy Rok to dobry moment  by w muzułmańskim kraju zamknąć na cztery spusty prawie wszystkie uliczne knajpy.

Ulice Johor Bahur wyglądały jak opuszczone, ale otwartą hinduską knajpę Przychówek wypatrzył z daleka. Kura nie miała żadnego wyobrażenia o roti canai, ale jej licha znajomość lokalnych języków pozwalała jej przypuszczać, że dostaną jakąś azjatycką odmianę chleba.

Roti prata
  • Czy jest Roti canai? - zapytał  Żywiciel gdy zostaliśmy usadzeni przy stoliku
  • Jest - powiedział pan, który pełnił jednocześnie funkcje kelnera, kasjera i kucharza i specjalisty od marketingu, który sprzedać potrafi wszystko
  • Smakuje jak roti prata - powiedział zniesmaczony Żywiciel dzióbiąc swój naleśnik
  • A jak powinno smakować? - dociekała Kura
  • Inaczej i powinno być okrągłe - wysyczał Żywiciel zniesmaczony
  • Popatrz nawet nie mają canai w menu, a pratę mają na pierwszym miejscu. Potraktowali nas jak turystów, którym daje się co jest i wmawia, że to jest to chcieli dostać. Ten facet sprzedać potrafi wszystko. Wiejmy stąd, bo kupimy rzeczy na które nie mamy ochoty - stwierdził Żywiciel opuszczając uliczną knajpę

Kura posłusznie zapakowała do plecaka wielką paczkę z arabskim chlebem (roti arab), który wydał jej się niezbędny do życia i patrzyła na swoją kawę, którą kupiła mimo tego, że nie miała na nią ochoty.
Po minie Żywiciela Kura widziała, że mąż nie jest usatysfakcjonowany i gotowy jest chodzić całą noc by zjeść prawdziwe roti canai. Gdy w końcu udało się znaleźć kolejną knajpkę gdzie uśmiechnięci hindusi podawali roti canai Żywiciel był wniebowzięty.

  • To jest to! Jest chrupkie i pyszne. Lubię roti canai - ekscytował się Żywiciel
Roti canai
Kura nie miała zdania na temat roti canai, bo wielka buła z zółtego M napęczniała jej w brzuchu i odebrała apetyt. Zachwytu męża nie rozumiała, ale po powrocie do Singapuru pochwaliła się swoim malajskim koleżankom, że jej mąż został wielbicielem roti canai, a one wszystkie pokiwały głowami i powiedziały, że w Singapurze można zjeść coś podobnego i nazywa się to prata.

Kura zna pratę. Przez długi czas było to jej ulubione singapurskie jedzenie więc nie dowierzając zajrzała do Wikipedii, a tam czarno na białym napisali, że malajskie roti canai to prawie to samo co singapurska roti prata.

  • Ty wiesz, że nawet w Wikipedii napisali, że canai to prawie to samo prata - wyrecytowała Kura
  • I to jest to prawie co robi wielką różnicę - ripostował Żywiciel
Wielbiciele żarcia mogą podejrzewać, ze dla tej różnicy Kura przeszła pół brzydkiego miasta. Kura jednak wie swoje. Gdyby nie kochała tego faceta co się uparł, że zje prawdziwe roti canai nie ruszyłaby nawet nogą. Gdyby on jej nie kochał nigdy nie odszedłby od komputera.

9 komentarze:

Roti Canai, Roti Telur, Roti w milionie odmian to tylko jeden z licznych, ale nie najmniejszy powod dla którego marzę o przeprowadzce do Malezji :)

m.

mnie roti canai całokowicie rozczarowało, myślałam, ze sie nad talerzem popłacze, tyle się naczytałam jakie to magiczne jedzenie i same ochy i achy....nie mój smak jednak.

No właśnie! Jedno i drugie wygląda jak naleśniki z zupą. ;) Kuro, musisz zdobyć dla nas przepis.

ewe

i to się nazywa miłość! i dobra puenta przy okazji

Ewe przepisy gdzieś krążą po necie, ale zrobić się tego nie da. Sekret jest w ilości maki w mące, sposobie smażenia i pewnie wielu drobnych rzeczy. Nie mam w domu rozgrzanego kamienia na którym smażone były roti canai ani brudnej ściery która służy do wytarcia wszystkiego. Czasem się zastanawiam jak ludzie przy zachowaniu zerowych zasad higieny mogą zachować dobre zdrowie i jakim cudem my przybysze z Europy nie cierpimy jelitowo skoro w Polsce dwa razy w roku łapaliśmy sensacje żołądkowe.
Sznupcia może trafiłaś na jakieś kiepski egzemplarz?

Jestem pewna, że to ta brudna ściera nadała potrawie tego wyjątkowego smaku ;)
Swoją drogą jestem bardzo ciekawa jakości ulicznego jedzenia - jecie i nic was nie rusza? Czy raczej wybieracie bezpiecznie wyglądające knajpy? A może sekret nie chorowania to przyprawy które przy okazji sterylizują żołądek?
Wybieram się do Mista Lwa z 4 latkiem niejadkiem i trochę się martwię. Ja jestem wszystko jedząca, chętnie próbuję rzeczy ze straganów i food marketów, ale mój młody wychowany na krupniku babci może mieć kłopot. Chyba zacznę go już teraz ciągać po azjatyckich knajpach w Warszawie by potem nie było szoku ;)

w sumie w Singapurze żyje spora grupa przedszkolaków z polskim rodowodem i jakoś nie słyszałam by masowo chorowały na problemy jelitowe. My jemy wszędzie i jakoś żyjemy z przedszkolakiem chyba uważałabym bym bardziej co nie znaczy, że unikałabym lokalnego jadła. Skoro Chińczycy jedzą i dobrze się mają to przecież nie jest trujące.

Prześlij komentarz