Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

czwartek, 7 lutego 2013

Nasi nietypowi goście

Nietypowi goście zawitali do kurzego mieszkania pewnego popołudnia. Niby dzieciak uprzedzał, że za jakiś czas będziemy musieli gościć nietypowa grupę, ale Kura nie spodziewała się, że będzie to tak szybko. Zanim zdążyła się z tą nietypową gościną oswoić musiała przełamać swój wewnętrzny strach przed obcymi i zadbać o ich dobre samopoczucie

  • Zgaś światło w kuchni, bo one najlepiej czują się ciemności - ripostował dzieciak
  • Pomóż mi rozgniatać płatki, bo już nie mam siły - jęczał Przychówek
  • Sprawdzałaś jak się czują? - wypytywał chwilę przed szóstą rano
Nie ma co życie Kurze familii zdominowała robacza rodzina, która opuściła szkolne akwarium i zamieszkała w domu Przychówka.



Przez kilka dni dzieciak obserwował życie roboczej rodzinki, a swoje obserwacje zapisywał do specjalnego zeszytu. Po obserwacji rosnącej fasoli, hodowla robaka domowego jest koniecznym elementem lekcji science. Obserwując robaki Przychówek zauważył, że:

  • Śpiące robaki wyglądają jak martwe
  • Nieśpiące robaki ciągle jedzą 
  • Mniejsze robaczki poruszą się szybciej
  • Robacza rodzina potrzebuje niewiele tlenu
  • Robaki nie piją, bo do życia wystarczy im woda zawarta w pożywieniu
  • Robaki nie lubią ostrego światła i nadmiaru wrażeń
W sumie nieźle na zaledwie kilka dni gościny. Za kilka tygodni robaczki przyjdą do nas znowu, a Kura znowu będzie czytała wytyczane jak pielęgnować robaka szkolnego. Gdyby robaczki w kurzym domu popełniły zbiorowe seppuku Kura musiałaby się mocno tłumaczyć.

Wszyscy wiedzą, że szkolne robaki cenniejsze są niż złoto, bo podróżują w celach naukowych. Dzieciaki się ekscytują, rodzice pomagają a pani od science zaciera ręce, bo dzięki robaczkom będzie miała mniej roboty.

Gdy pudełko z robakami dwukrotnie odwiedzi wszystkich uczniów z klasy Przychówka nauczyciela  już nie będzie musiała tłumaczyć, że potrzeby robaków zmieniają się z ich wiekiem. Dzieciaki zauważą to same, bo będą porównywać swoje obserwacje. W bezbolesny sposób do ich główek wejdzie wiedza o cyklach życia i nieuchronności śmierci. Kura jest bardzo ciekawa co z wiercącej bandy wyrośnie, ale na razie mocno się dziwi, że temat który w polskiej szkole omawiany był kilka tygodni w Singapurze zajmie nie więcej niż godzinę.

12 komentarze:

ooo matkooo... a ja myślałam, że to jakieś specjalne nadzienie do pączków....singapore style..;-p

Zapewniam Cię Droga Kuro, że mimo całej mej sympatii do własnych dzieci nie byłabym w stanie wspierać ich w tym projekcie. Nie przeżyłabym tych robaków brrr... wolę pająki, każdej wielkości i w każdej ilości.

Kiedy jechałem dzisiaj z Changi do centrum, mijałem różne szkoły. Uśmiechałem się na myśl, że gdzieś tam w jednej z nich siedzi właśnie Przychówek :) Pozdrowienia z Waszego miasta. Dobra...trochę i mojego, bo od pierwszego pobytu w 1989 roku byłem tu wiele razy. Miasto lwa zawsze chętnie odwiedzam, chociaż to zdrcydowanie najmniej azjatyckie miasto Azji.

Z owych robaków mają wyrosnąć jakieś żuki podobno do polowy marca , bo wtedy jest plnowana wycieczka celem wypuszczenia osobników na wolność. Ciekawa jestem co będzie jak jakieś robaki postanowią nie dorosnąć w ustalonym czasie?
Erzet zgodzę się z Tobą, że Singapur to ani Europa ( bo geograficznie nie pasuje) ani Azja, bo azjatyckiego rozgardiaszu tu nie ma.
Przychówek nie jest jedynym singapurskim uczniem o polskim rodowodzie, ale gdybyś zobaczył słowiańska urodę i blade włosy wśród Chińczyków oraz potargana babę co gna za całym towarzystwem to mógłbyś trafić na Kurę i Przychówka.

ałć...spojrzawszy przelotem na fotkę, pomyślalam, że Kura przygotowuje jakąś specjalną potrawę z makaronem dla specjalnych gości i zabralam się za czytanie. Dopiero wtedy dowiedzialam się, że chodzi o robale! Nigdy w życiu nie wpuścilabym nawet kawalka takiego gościa za próg!

Z netem jest pewnie, jak z radiem :) Zazwyczaj ludzie, których słyszysz wyglądają inaczej, niż nam się wydaje :) Pogoda nas nie rozpieszcza i funduje ciepły shower każdego dnia. Pozwolisz Kurza Rodzino, że opuszczę Wasze miasto i udam się powolnie w kierunku ukochanego Bangkoku :) Pamiętam rozdrażnienie mojego rocznego syna, kiedy Azjaci pragnęli dotknąć jego głowy i sprzeciw po dwoch tygodniach. Nastepne 1,5 miesiąca dawkowaliśmy mu oznaki zainteresowania. Kiedy podczas kolejnego wyjazdu mial 3 lata i 2 niesiące bronił się już sam. Niemniej z każdego wyjścia wracal, niczym sroka z jakiniś darami :) Blondyn nie ma lekko. Zmniejszenia opadów życzę i pozdrawiam, pozostając wiernym czytelnikiem :)

Na dzień dzisiejszy robacza rodzina, która gościła u nas przeistoczyła się w kokony i siedzi w akwarium szkolnym. Nasze robaki wyrosły najszybciej. Jesteśmy z nich dumni tym bardziej, że gdy Przychówek oddawał je do szkoły to jeden z Chińczyków martwił się, ze je przekarmiliśmy. Nasze rodaczki były jakieś pulchne, dwa razy szersze niż inne.
Jednej grupie robaki zdechły więc dostali nowe i hodują od początku.

Fantastyczny pomysł z tymi robakami. Bardzo bym chciała by i w naszych Polskich szkołach uczyli przyrody zbliżając się do niej. Ja ciągle pamiętam kurzące się wszelakie instrumenty do badania przyrody na wysokich regałach, które wykorzystywne były tylko do patrzenia a nie do badania. Tylko raz miałam lekcję fizyki gdzie w fartuchach coś mieszaliśmy a nie tylko patrzyłam jak robi to nauczyciel :( Mam nadzieję, że teraz Polska szkoła trochę się zmieniła. Gdyby tak znaleźć młodych, ambitnych nauczycieli, może dali by się namówić na trochę inne podejście do nauki? Wszystko przed nami. Podrowienia z upapranej snieżnym błotem Warszawy :)

To raczej w Polskiej szkole omówienie cyklu życia robaka trwa godzinę, bo w Singapurskiej robaki wędrują przez kilka tygodni. Obiektywizm ździebko szwankuje chyba? Ja wolałabym, żeby moje dzieci nie uszczęśliwiały mnie takimi gośćmi.

Anonimowy w mojej szkole ( tak przyznaję dawno temu ) cykl rozwoju robaków omawiany był teoretycznie długo i wnikliwie, ale nikomu nie przyszło do głowy by pokazać dzieciakom dżdżownicę w różnych fazach rozwoju. Omówienie roboczego cyklu w klasie Przychówka zajęło 1 godzinę science. Było podsumowanie obserwacji i dzieciaki przeszły do kolejnego tematu. Dzięki eksperymentowi roboczego cyklu nauczyły się bezboleśnie i zrozumiały o co w nim chodzi. Ten kto szuka obiektywnej oceny powinien kupić sobie gazetę. Ja opisuję naszą codzienność w sposób dalece subiektywny i to się nie zmieni.

Prześlij komentarz