Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

W bibliotece wszystko wolno

  • Idziemy do biblioteki? - pyta prawie codziennie koleżanka z klasy Przychówka
  • Znalazłam nową książkę o Polsce i umiem już powiedzieć dzień dobry. Chodźcie to Wam pokażę - zachęca S.
Droga ze szkoły do domu wydłuża się dzieciakowi coraz bardziej, ale z odwiedzin w bibliotece Kura i tak się cieszy. Wśród książek od zawsze czuła się dobrze, więc z przyjemnością spędza długie godziny buszując miedzy regałami. Ma już nawet swoich bibliotecznych znajomych, bo singapurska biblioteka bardziej przypomina komunistyczny dom kultury niż wypożyczalnię książek. W czytelni można poczytać dzienniki, tygodniki i miesięczniki z wielu państw. Polskich gazet nie ma, ale czasem pojawia się francuskie Le Figaro i jakiś hiszpański dziennik. Można poczytać książki lub gazety, skorzystać z komputera, uzyskać  pomoc językową, zagrać w madżonga, a w specjalnie wyznaczonym miejscu po prostu sobie porozmawiać.




Osiedlowa biblioteka umieszczona na piątym piętrze centrum handlowego to miejsce spotkań dla wielu uczniów okolicznych podstawówek. Przychodzą po lekcjach z ciężkimi plecakami w towarzystwie lub same i zalegają na długie godziny. Często czekają aż starsze rodzeństwo skończy lekcje i odbierze je z czytelni.  Przy niskich stolikach dzieci odrabiają lekcje, na miękkim dywanie grają w klasy, kopią szmacianą piłkę, a między regałami czytają książki, czasem kompletnie niedobrane do wieku.

  • Czy to twój dzieciak? - zapytała bibliotekarka i wskazała na Przychówka, który leżał na dywanie obok szkolnej koleżanki i książek medycznych
  • Mój - odpowiedziała Kura i spłonęła rumieńcem gotowa dostać reprymendę
  • Pytałam czy nie potrzebuje pomocy, ale mówi, że sobie radzą. Możliwe, że się wstydzą, więc gdyby potrzebowali pomocy to przyślij ich do mnie - powiedziała cicho i uśmiechnęła się porozumiewawczo wprawiając Kurę w osłupienie. 
Dzieciaki leżące między regałami, wchodzące do półek, bawiące się w chowanego lub grające w kuti-kuti to nic nadzwyczajnego. Zasada jest tylko jedna - nie wolno przeszkadzać innym oraz jeść, a na całujące się chińskie nastolatki nikt poza Kurą nie zwrócił uwagi. W bibliotece naprawdę wszystko wolno.

6 komentarze:

Ja też uwielbiam singapurskie biblioteki a byłaś w tej centralnej? To dopiero szaleństwo :)
Pola T

Gdzie sa te calujace nastolatki? Ktora to biblioterka!!! Skandal!!!
Biblioteki tez bardzo lubie, zupelnie inaczej plynie tu czas. I ten ogrom ksiazek!
Warto wspomniec, ze sa tez do wypozyczenia DVD i ksiazki z CD. Organizowane sa rozne imprezy, od glosnego czytania, przez zajecia manualne, po wystawy i przedstawienia.
National Library to trzeba odwiedzic przynajmniej raz.
Fajny jest tez system wypozyczania, oddawania ksiazek, zamawiania i przedluzania czasu wypozyczenia.
No i system kar za nieoddawanie ksiazek o czasie czy zgubienie ksiazki. Placilo sie i sie wie.
E.T.

Powiem tylko na żywo. Powiem tylko, że niedaleko jest to gimnazjum gdzie pracuję w wolontariacie, gdzie trzynastolatki mają rachunek prawdopodobieństwa i książki stoją równo w rządku. Owo gimnazjum chyba jakieś kochliwe jest , bo Romeo i Julia też z owej szkoły. I dużo nastolatków widuję z owego gimnazjum za rączkę lub na buzi buzi. Czy ktoś się dziwi, że nie chętnie widzę tam Przychówka?

Robic zdjecia i uprzemie donosic do szkoly!!!
Widzialm moze ze dwa razy jakies niesmiale przytulenie nastolatkow w MRT. A co okazywania uczuc rodzicielskich, to chyba tylko raz buziaka ktorego dala matka dziecku w miejscu publicznym. W przedszkolu jakies przytulenie dziecka czy wziecie na rece gdy plakalo.
Mielismy jeszcze takich nietypowych sasiadow ktorzy na wieczorny spacer z psem wychodzili razem i trzymali sie za rece.
E.T.

Oj to bardzo nietypowi od większość psów to nawet właścicieli nie znam tylko ich pomoce domowe.
Do mojej wylewności już się wszyscy w szkole przyzwyczaili, ale na ulicy czasem zerkają dziwnie. A buziaki żadne amory co najwyżej cmok cmok i za rączkę. Jak odwiozę dzieciak do szkoły i czekam na autobus powrotny to widzę jak się parki na przystanku zbierają. W całuśno-romansowym gimnazjum jest ich co najmniej kilka.

A my prosimy więcej o książkach. Pracujemy w małej bibliotece na wschodzie Polski i z utęsknieniem czekamy na opis nietypowych rozwiązań z Singapuru.

Renata i Kasia

Prześlij komentarz