Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

wtorek, 15 listopada 2011

W sennym świecie Geylang Serai

Na wschód od centrum znajduje się Geylang Serai znany jako Malay Kampong.
Mało kto już dziś pamięta, że to tu w 1937 roku otworzono pierwsze lotnisko w Singapurze. To tej pory zachowała się wieża lotniska, która obecnie służy jako taras widokowy, stare hangary przerobiono po singapursku na sklepy i też służą do dziś. Po naszych przeżyciach na wysokościach nie mieliśmy ochoty patrzeć na Singapur z góry i nawet nie odszukaliśmy dawnej wieży lotniczej, ale z dużą przyjemnością jeździmy na Geylang. Lubimy patrzeć na ubiory malajskie i podglądać życie po malajsku. W żadnym innym miejscu Singapuru nie można zobaczyć tylu pięknie ubranych i ślicznie umalowanych kobiet w różnym wieku. Panie młode i starsze chodzą w długich tunikach i spodniach lub w tradycyjnym baju kurung. Wszystkie wyglądają ślicznie. Przy każdej wizycie na Geylang Kura zastanawia się:

  • Jak malajskie kobiety utrzymują tak piękną cerę? 
  • Gdzie uczą się tak ślicznie malować?
Gdyby istniał kurs robienia takiego makijażu to Kura chętnie by się na niego zapisała, nawet gdyby był prowadzony po malajsku.
To na Geylang zauważyliśmy, że tradycyjne muzułmańskie chusty też podlegają wahaniom mody.
Obecnie najmodniejsze są chustki z doszytymi elementami lub z dziurkami w kształcie liści bądź kwiatów. Różny jest sposób ich upięcia, ale singapurskie muzułmanki potrafią zrobić to tak, że  nakrycie głowy podkreśla ich urodę, a jednocześnie jest zgodne z zasadami islamu.

Sklepy z tradycyjnymi (malajskimi) ubraniami sąsiadują ze sklepami z biżuterią i supermarketem.
Sam supermarket wygląda jak wszystkie inne w Singapurze i sprzedaje dokładnie to samo, ale sklepy odzieżowe zawsze powodują zamieszanie w naszej rodzinie. Kura chce mierzyć wszystkie tuniki i chce kupić kolejny szalik, Żywiciel zawsze ma ochotę kupić żonie pół sklepu i wracać natychmiast do domu, a dzieciakowi nudzi się niemiłosiernie i zawsze głodnieje lub musi iść do toalety w najmniej odpowiednim momencie.









W muzułmańskie święto lub w niedzielę spacerując po Geylang można popatrzeć jak malajskie rodziny idą do meczetu. Wszyscy członkowie rodziny ubrani są w pasujące do siebie stroje. Mama, tata i dzieci mają ten sam kolor ubrania, a panie takie same ozdoby. Wiele małych dziewczynek ma głowach nihab-y.  Miło się patrzy na roześmiane buzie malajskich dziewczynek ubranych jak kopie ich własnych matek.
Geylang  jest spokojny i cichy, a jednocześnie radosny jak singapurscy muzułmanie, aż trudno uwierzyć chodząc sennymi uliczkami, że prawie przez środek dzielnicy przejeżdża metro, a do lotniska dojeżdża się stąd autostradą.


















Malajską dzielnicę otaczają (takie same jak wszędzie) rządowe bloki, w których mieszkają nie tylko Malajowie, ale też Hinduski, Chińczycy i przybysze zza mórz. Mimo braku miejsca pod zabudowę mieszkalną zachowano fragmenty zabudowy Geylang, jeszcze z czasów kiedy Singapur był kolonią brytyjską. Wiele tu shophouse -ów (domosklepów), które na parterze mają sklep lub restaurację, a na piętrze mieszkanie dla całej rodziny. Rodzinne restauracje w shophouse-ach mają swój urok. Jedząc w nich człowiek ma wrażenie, że wpadł do znajomych z wizytą, a nie wszedł do restauracji. Bardzo lubimy takie miejsca nie tylko w malajskiej dzielnicy.

Za każdym razem gdy odwiedzamy Geylang odliczamy dni do kolejnego ramadanu i momentu gdy będziemy mogli się cieszyć fantastycznymi Ramly burgerami jedzonymi na ramadanowym bazarze. Tylko w czasie ramadanu senna Geylang Serai znowu będzie całodobowym, gwarnym bazarem.

2 komentarze:

Witaj nie dawno znalazlam Twoj blog, dziekuje za tak ciekawe opisy miejsc i zdarzen. Swietnie rozumiem Twoje zafascynowanie kultura innych nacji, ja wyjechalam z Polski bardzo dawno i mimo ze swietnie sie czuje w mojej ojczyznie z wyboru, dalej brakuje mi takich polskich spotkan. Ten moj komentarz dotyczy poprzedniej notatki, ale na zakupy tradycyjnych strojow jakos mnie nie mam ochoty. Ladne ale ... POzdrowienia
Grazyna1

Z tutejszymi ubraniami tak już jest, że bardzo podobają nam się na kimś a same czułybyśmy się w nich źle. Lubię tuniki, ale nie wyobrażam sobie chodzenia w Baju Kurung.

Prześlij komentarz