Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

sobota, 26 listopada 2011

U stóp Buddy czyli komunikacyjny zawrót głowy.

Po Hong Kongu podróżuje się trudno, chociaż tubylcy i goście mają do dyspozycji: 9 linii metra, tramwaje, promy oraz niezliczoną liczbę autobusów.

Specyfika terenu (wyspy a na nich góry) powoduje, że dojazd z punktu A do puntu B może trwać bardzo długo. Tubylcy niewątpliwie nauczyli się poruszać się w tym chaosie i wiedzą gdzie wysiąść i w co wsiąść by oszczędzić swój czas.























W ciągu zaledwie kilkudniowego pobytu w Hong Kongu skorzystaliśmy ze wszystkich lokalnych środków transportu. Jechaliśmy metrem, tramwajem, taksówką i płynęliśmy promem. Podróżowanie wodą zrobiło na nas ogromne wrażenie ze względu na piękne widoki. Promy są atrakcją dla turystów i alternatywą dla metra. Widzieliśmy dziewczynki wracające promem ze szkoły, a sporo tubylców podczas rejsu przysypiało na plastikowych krzesełkach. Nasza podróż promem trwała dwa razy dłużej niż zakładaliśmy więc do wioski Tai O dotarliśmy z godzinnym opóźnieniem.W dalszą drogę wyruszyliśmy z prawie dwugodzinnym poślizgiem, bo:

  • wioska rybacka nas urzekła
  • w małej rodzinnej knajpce długo czekaliśmy na jedzenie 
  • staliśmy w kolejce do autobusu
Bardzo chcieliśmy jeszcze zobaczyć Tian Tan Buddha naiwnie myśląc, że skoro przewodnik podaje przystań promową i stację metra jako miejsce idealnej przesiadki to trasa autobusu do wioski Tai O i Tian Tan Buddha krzyżuje się tylko w tych miejscach.

Po odwiedzeniu wioski rybackiej i przejażdżce autobusem do pętli autobusowej wsiedliśmy do kolejnego autobusu, który zawiózł nas do Tian Tian Buddha. Podczas podróży autobusem ze zdziwieniem stwierdziliśmy, że jedziemy tą trasą po raz trzeci. Mijaliśmy autobus który zabrał nas z przystani do wioski i autobus który z wioski rybackiej zawiózł nas do metra. Po dojechaniu do Tian Tian Buddha okazło się, trasy do tych dwóch miejsc rozdzielają się prawie na finiszu. Gdybyśmy to wiedzieli zaoszczędziliśmy 3 godziny czasu, a Kura nie poryczałby się ze strachu jadąc krętą drogą przez góry. Gdybyśmy wiedzieli, że z wioski rybackiej do wielkiego Buddy jest tak blisko inaczej byśmy to zorganizowali.

Tylko, że wtedy nie mielibyśmy takich zdjęć, bo największy pomnik siedzącego Buddy zobaczylibyśmy za dnia.




Gdybyśmy dotarli do wielkiego Buddy przed zmrokiem nigdy byśmy nie uwierzyli, że znak: uwaga na krowy nie jest żartem.
Krowy chodzą sobie swobodnie u stóp Wielkiego Buddy który patrzy na całą wyspę Lantau ze szczytu swojej góry i pewnie śmieje się z turystki z Polski, która zamiast podziwiać największego siedzącego Buddę na świecie krzyknęła:

  • O rany to prawdziwa krowa.

5 komentarze:

łoł niesamowity widok tego podświetlonego Buddy ! Na żywo na pewno to niesamowity widok.

Widok jak widok ...największe wrażenie zrobiły na nas te krowy, które łaziły po ulicy.

Japonczycy tez maja najwiekszego siedzacego budde na swiecie - w Kamarkurze. Ciekawe, ktory rzeczywiscie jest najwiekszy ;)) W ogole wnioskuje, ze Azjaci lubia miec "najwieksze na swiecie" (posagi, dachy, swiatynie, wiezowce, itd. - pewno ze soba konkuruja w tej dziedzinie) :)

Nie wiem który jest największy , ale też mamy wrażenie, że Azjaci lubią mieć wszystko naj..

Kompleksy mają...

Tajwańczy też mają największego siedzącego Buddę :D to tak na marginesie...

Prześlij komentarz