Dupoki z rodziny dim sum

Znów odwiedziliśmy nasz jedzeniowy zakątek w Ulu Pandan tym razem nie daliśmy się wykazać restauracji: japońskiej, koreańskiej, amerykańskiej i pizzeriom, tylko usiedliśmy w food court- cie i każdy z nas zjadł to co lubi najbardziej.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Książki na M

W szkole Przychówka nie ma lektur obowiązkowych. Co jakiś czas jest akcja specjalna, tym razem dwie klasy młodsze zostały opętane akcją czytelnicza i wszyscy uczniowie klas pierwszych i drugich czytają książki na literę M. Dzieciaki przychodzą do biblioteki tłumnie i poproszą o dobranie lektury. W błyskawicznym tempie rozeszły się wszystkie:

  • Muzyczne historie
  • Magiczne opowieści 
  • Matematyczne zagadki
  • książki o małpkach i myszkach 
      Drugoklasiści nie pogardzili"Matyldą" Rolanda Dahla, a jeden chudy siedmiolatek wypożyczył medyczną książkę chociaż ważyła z pięć kilo i za nic na świecie nie chciała mu się zmieścić do plecaka. Gdy stos z książkami na M topniał Kura zaczęło chodzić miedzy bibliotecznymi regałami i szukać książek na M, które jakiś cudem się uchowały. Gdy zobaczyła znajomą okładkę prawie krzyknęła z radości. Oto w singapurskiej szkolnej bibliotece znalazła poczciwe Muminki. Mina ciut jej zrzedła gdy zorientowała się, że Muminki są po chiński i nie nazywają się już Muminki.

       





      Chwilę potem  po okładce odnalazła Martynkę i cieszyła się, że zadowoli czytelniczo chociaż małe dziewczynki. Niestety malajska Martynka zmieniła imię na Amira, a imienia chińskiej Martynki nie udało się ustalić ale małe Chinki wypożyczać jej nie chciały.





      Gdy w bibliotece nie było już książek na M, a małych czytelników Kura odsyłała z przysłowiowym kwitkiem, wśród książek w szkolnej oazie spokoju pojawiła się: Chińska Pani Napuszona i nakrzyczała na Kurę.

      • Moje dziecko nie będzie przygotowane do lekcji - krzyczała

      Kura próbowała tłumaczyć, że książek na M w szkolnej bibliotece już nie ma, ale na pewno uda się coś znaleźć w bibliotece publicznej.
      Napuszona nie chciała słuchać i dalej darła się na Kurę, ale ta niewiele już z tego rozumiała.

      Zanim Kura zdążyła się obronić pani bibliotekarka powiedziała, że Napuszona sama jest winna iż jej dziecko będzie nieprzygotowane, bo akcja trwa od tygodnia i o książce można było pomyśleć wcześniej. 

      • Dziękuję - powiedziała Kura - mój angielski nie jest doskonały i kiedy sytuacja mnie zaskakuje nie bardzo wiem jak się obronić - dodała
      • Nie ma sprawy - powiedziała bibliotekarka. Wy z Europy nie bardzo wiecie jak się bronic przed wariatami - wyrecytowała z uśmiechem

      Kura wiedziała jak się obronić przed wariatami, ale przez rok życia w Singapurze zapomniała, jak się dziś okazało zupełnie niepotrzebnie, bo wariata można spotkać wszędzie.

      11 komentarze:

      Trzeba było ją wysłać do księgarni po książkę o manierach...;)
      Pani I

      Pani I obawiam się, że pani by nie przeczytała, bo nie była na M. :)

      hihi, rewelacyjne! uwielbiam te historyjki o szkole Przychówka i wolontariacie Kury w bibliotece - jeszcze powinniście kręcić tam filmy ukrytą kamerą i umieszczać na blogu nagrania!

      To nie jest głupi pomysł kamerę mam zawsze w plecaku :)

      Zdjęcia też cykam kamerą jakość niestety gorsza ale mniej rzuca się w oczy.

      A Harry Potter w bibliotece jest?
      anha

      Jest, ale pierwszoklasiści go raczej nie wypożyczają. Drugasy też raczej nie. Pierwszą cześć czyta się zwykle w czwartej. Opowieści biblijne i legenda o Ramie też są.

      Super pomysł z książkami na "M"! U nas tez właśnie skończył się czytelniczy miesiąc - najbardziej lubiłam zeń akcję "rzuć wszystko i czytaj". Każdy dzieciak miał ze sobą książkę (lub mógł wziąć z klasowej półki), w trakcie lekcji rozlegał się dzwonek i towarzystwo rzucało rachunki, piłkę, pędzel czy długopis by na 10 minut zanurzyć się w lekturze.
      U nas tez nie ma listy obowiązkowych lektur w efekcie (?) dzieci lubią czytać, ale nie tworzy się kanon pokoleniowy.

      Oj kiedyś padłam ofiarą czytelniczej akcji i stałam pod drzwiami sekretariatu czekając aż się kwadrans czytelniczy skończy.
      Pozdrawiam Kura :)

      Uwielbiam czytać Twoje opowieści. Powinny być lekturą obowiązkową ;)

      O! Jazgotała Chinka? Jeeeesu, jak one potrafią rozpuścić otwór gębowy i nawijać! I nie wiesz czy ona się chwali, czy żali, czy ma pretensje, czy tak sobie a muzom coś gęga...
      Mi na początku poobytu w TW wpajano, że mówienie głośno i szybko to oznaka braku kultury i tak dalej. I okazało się że 80%populacji tajwańskiej jest niewychowane, bo jednakowoż zachowują się inaczej... Całe szczęście nie mam problemów na styku usługowo-zawodowo-rodzicielskim (jeszcze), ale wiem, że wśród Chinek panuje przekonanie o zbawiennym wpływie wydzierania właśnie jak ta pani, na efektywnośc negocjacji...
      Miałaś z nią więcej problemów? I w ogóle, czy pojawia się wiecej takich rozdarto-roszczeniowych postaci?

      Prześlij komentarz